piątek, 4 października 2013

Rozdział trzynasty

NICOLAS FLAMEL


 „Dumbledore przekonał Harry’ego, że nie należy szukać Zwierciadła Ain Eingarp,”

- I bardzo dobrze – pochwaliła ten pomysł Lily. Uważała, że Harry nie powinien włóczyć się nocą po Hogwarcie.

„ i przez resztę ferii świątecznych peleryna-niewidka spoczywała na dnie jego kufra. Harry bardzo chciał zapomnieć o tym, co zobaczył w zwierciadle, ale nie było to takie łatwe. Zaczął mieć nocne koszmary. Wciąż i wciąż śnili mu się rodzice znikający w rozbłysku zielonego światła, gdy jakiś wysoki głos zaczynał złośliwie chichotać.
„ - Widzisz, Dumbledore miał rację, kiedy mówił, że od tego lustra można dostać świra - zauważył Ron, kiedy Harry opowiedział mu o swoich snach.”

- Dobrze, że już go więcej nie zobaczy – wtrąciła Evans smutnym głosem. Żadne dziecko nie powinno oglądać, ani śnić o śmierci rodziców.

„ Hermiona, która wróciła na dzień przed rozpoczęciem zajęć, miała na temat tej przygody inne zdanie. Z jednej strony przerażała ją sama myśl o tym, że Harry przez trzy noce z rzędu włóczył się po zamku”

- Kogoś mi to przypomina – zachichotał Łapa i spojrzał znacząco na Lily. Dziewczyna rzuciła w niego poduszką.

 „(„Przecież Filch mógł cię złapać!”),”

Black znów się zaśmiał. Lily na niego warknęła. Pomału zaczynał ją irytować.

„ a z drugiej była rozczarowana tym, że nie udało mu się znaleźć żadnej informacji o Nicolasie Flamelu.”

- Miła przyjaciółka – mruknął Peter.

 „Stracili już prawie nadzieję, że znajdą coś o nim w bibliotece, choć Harry wciąż się upierał, że już gdzieś widział to nazwisko. Kiedy lekcje się rozpoczęły, mogli szperać w książkach tylko w ciągu dziesięciominutowych przerw. Harry miał jeszcze mniej czasu od nich, bo znowu zaczęły się treningi quidditcha.”

- Czyli, że znów będzie mecz! – zawołał z ekscytacją James. Znów będzie mógł zobaczyć syna w akcji.

 „Wood wyciskał z nich siódme poty. Nie powstrzymał go nawet nie kończący się deszcz, który zajął miejsce padającego wcześniej śniegu. Weasleyowie narzekali, że Woodowi odbiło i stał się fanatykiem, ale Harry był po jego stronie.”

- Niby dlaczego? - zadziwił się Remus. Kto normalny chciałby trenować w deszczu, a co gorsza w śniegu.
- To żądza zwycięstwa – odpowiedział James.

 „Jeśli wygrają następny mecz przeciw Puchonom, wysuną się na czoło tabeli po raz pierwszy od siedmiu lat.”

- Tak! – wykrzyknął James – Ślizgoni, bójcie się!
Jego entuzjazm poparł Łapa, który klasnął w dłonie i zaśmiał się. Jednak bardziej przypominało to szczeknięcie psa niż śmiech.

 „Niezależnie od chęci zwycięstwa, Harry spostrzegł, że od czasu, gdy zaczęły się treningi, ten okropny sen dręczył go coraz rzadziej.”

- I dobrze – westchnęła Lily. Zrobiło jej się trochę lżej na sercu.
 - Zauważyliście, że kiedy jest się zmęczonym, nic się nie śni – powiedział Łapa. – Dziwne – mruknął
Lily spojrzała się na niego z niedowierzaniem.

„ A potem, podczas jednego szczególnie mokrego i błotnistego treningu Wood zdradził im bardzo nieprzyjemną wiadomość. Rozzłościł się właśnie na Weasleyów, którzy pikowali na siebie i udawali, że spadają z mioteł.”

Wszyscy zachichotali.

 „- Przestańcie robić sobie szopkę z gry! - ryknął. - Właśnie przez coś takiego możemy przegrać mecz! Tym razem sędziuje Snape i możecie być pewni, że wystarczy mu byle jaki pretekst, by odjąć nam punkty!”

- Snape? Sędzią? Kto oszalał? - zapytał James. W tym momencie zastanawiał się, czy on w ogóle umie latać, bo nigdy nie widział Snape’a na miotle.
Remus zmarszczył brwi.

„Na te słowa George Weasley naprawdę spadł ze swojej miotły.
 - Snape sędziuje? - wymamrotał, wypluwając błoto. - Przecież on nigdy nie sędziował! I na pewno nie będzie sprawiedliwy, kiedy zdobędziemy więcej punktów.”

- No właśnie! – zawołał Łapa.

„ Reszta drużyny wylądowała obok niego z kwaśnymi minami.
 - Czy to moja wina? - żachnął się Wood. - Musimy być po prostu pewni, że gramy czysto, tak żeby Snape nie miał się do czego przyczepić.”

- Przecież on się przyczepi o byle co – jęknął Remus.

„ Było to na pewno słuszne, ale Harry miał inny powód, dla którego nie chciał, żeby Snape był w pobliżu niego podczas gry w quidditcha.”

- Merlinie! On chce zrzucić Harry’ego z miotły! – wykrzyknął Syriusz. To była jego najgorsza obawa. Skoro raz próbował, spróbuje i drugi.
- Nie bądź głupi – powiedziała Lily. – Będzie tam cała szkoła. Nie odważyłby się.
A przynajmniej miała taka nadzieję. Cały czas nie mogła uwierzyć, dlaczego Severus tak bardzo nienawidzi jej syna.
- Jesteś tego taka pewna? – zapytał Rogacz. Lily spojrzała na niego podejrzliwie, po czym odpowiedziała krótkie „Tak”. James trochę zmarkotniał.

 „Reszta drużyny pogrążyła się w ożywionej rozmowie, jak zwykle po skończonym treningu, ale Harry wrócił prosto do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie zastał Rona i Hermionę grających w szachy. Szachy były jedyną rzeczą, która sprawiała Hermionie sporo kłopotów, a Harry i Ron uważali, że coś takiego jest jej bardzo potrzebne.”

James zachichotał.

„ - Nie mów do mnie przez chwilę - rzekł Ron, kiedy Harry usiadł obok niego. - Muszę się sku... - Spojrzał na Harry’ego. - Co się stało? Wyglądasz okropnie.”

- Też byś wyglądał okropnie, gdybyś dowiedział się, że masz grać mecze, na którym sędzią jest Snape – odparł Syriusz.

 Harry po cichu opowiedział im o nagłym i złowieszczym pragnieniu Snape’a, by sędziować podczas najbliższego meczu.
 - Nie graj - powiedziała natychmiast Hermiona.”

- Zgadzam się – powiedział Peter. – Nie graj.
On by nie zagrał, gdyby potrafił.

 „- Powiedz, że jesteś chory - doradził Ron.
 - Udaj, że złamałeś nogę - podsunęła Hermiona.
 - Naprawdę złam nogę - powiedział Ron.”

- Nie ma to jak dobry pomysł – powiedział James sarkastycznie.

„ - Nie mogę - odrzekł Harry. - Nie mamy rezerwowego szukającego. Jeśli się wycofam, Gryfoni w ogóle nie zagrają.”

James jęknął.

„ W tym momencie do salonu wpadł Neville. Dosłownie wpadł, bo dał susa i upadł na podłogę. Trudno zgadnąć, jak mu się udało przejść przez dziurę w portrecie, ponieważ nogi miał sklejone czymś, w czym natychmiast rozpoznali pewne zaklęcie, znane jako Zwieracz Nóg.”

- Merlinie! Kto mu to zrobił? - zapytała Lily.

 „Przez całą drogę do wieży musiał skakać jak królik.”

Lily zmarszczyła brwi. Huncwoci musieli się powstrzymać by nie wybuchnąć śmiechem.

 Wszyscy wybuchnęli śmiechem, prócz Hermiony, która zerwała się na równe nogi i wypowiedziała przeciwzaklęcie. Neville wstał, dygocąc na całym ciele.
 - Co się stało? - zapytała Hermiona, prowadząc go do Harry’ego i Rona.
 - To Malfoy - odrzekł Neville roztrzęsionym głosem. - Spotkałem go przy bibliotece. Powiedział, że szuka kogoś, na kim by mógł poćwiczyć.
 - Idź do profesor McGonagall! - nalegała Hermiona. - Poskarż na niego!”

- No właśnie – powiedziała Lily.
- Tak. Żaden Malfoy nie będzie na tobie „trenował’ – potwierdził James.

„ Neville potrząsnął głową.
 - Nie chcę mieć większych kłopotów - wymamrotał.
 - Musisz mu się postawić - rzekł Ron. - Zwykle depce po ludziach, ale nie można kłaść się przed nim, żeby mu to ułatwić.
 - Nie musisz mi mówić, że nie jestem dość dzielny, żeby być w Gryffindorze. Malfoy już rozrobił - wykrztusił Neville.”

Wszyscy uśmiechnęli się ze współczuciem. Dlaczego Neville miał takie trudne życie w Hogwarcie? To potanienie dręczyło ich co chwila.

 „Harry sięgnął do kieszeni i wyciągnął czekoladową żabę, ostatnią z pudełka, które dostał od Hermiony na Boże Narodzenie. Dał ją Neville'owi, który wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać.”

- Jakie to miłe z jego strony – zagruchała Lily. James przewrócił oczami. Kochał Lily, ale czasami jej reakcje były dla niego za słodkie.

„ - Słuchaj, Neville, jesteś wart tyle co tuzin Malfoyów - powiedział Harry. - Tiara Przydziału wybrała ciebie do Gryffindoru, prawda? A gdzie jest Malfoy? W śmierdzącym Slytherinie.”

- Proste!

 „Neville uśmiechnął się, odwijając żabę.
 - Dzięki, Harry... Chyba pójdę do łóżka... Chcesz kartę? Zbierasz je, prawda?
 Kiedy Neville odszedł, Harry spojrzał na kartę Sławnych Czarodziejów.
 - Znowu Dumbledore - powiedział. - Był na mojej pierwszej karcie i... - Wydał zduszony okrzyk. Obrócił kartę, a potem popatrzył na Rona i Hermionę.”

- Co jest? - zapytał zdezorientowany Łapa.
-Jak byś nie przerwał to byśmy wiedzieli – warknęła na niego czarownica. On pokazał jej język, za co oberwał poduszką od Jamesa.

„ - Znalazłem go! - wyszeptał. - Znalazłem Flamela! Mówiłem wam, że gdzieś widziałem to nazwisko. Przeczytałem je w pociągu, którym tu jechaliśmy... Posłuchajcie:
 „Przez wielu uważany za największego czarodzieja współczesności, Dumbledore znany jest szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindelwaldem (1945), z odkrycia dwunastu sposobów wykorzystania smoczej krwi i ze swoich dziel alchemicznych, napisanych wspólnie z Nicolasem Flamelem”! „

Lily uśmiechnęła się.

 „Hermiona zerwała się na równe nogi. Jeszcze nigdy nie wyglądała na tak podnieconą od czasu, gdy mieli poznać swoje stopnie za pierwsze wypracowanie domowe.”

- Boże… - mruknął Peter. Nie rozumiał, jak można się cieszyć z oddawanych wypracowań.

„ - Poczekajcie tutaj! - krzyknęła i poleciała na górę do dormitorium dziewcząt. Harry i Ron ledwo zdążyli wymienić zdumione spojrzenia, kiedy powróciła, niosąc jakąś wielką księgę.
 - Nie przyszło mi na myśl, żeby zajrzeć tutaj! - wyszeptała z przejęciem. - Wypożyczyłam to z biblioteki kilka tygodni temu, żeby się rozerwać jakąś lekką lekturą.”

- Lekką? - zdziwił się Syriusz.

„ - Lekką? - zdumiał się Ron, ale Hermiona powiedziała mu, żeby siedział cicho, a sama zaczęła wertować księgę, mrucząc coś do siebie. W końcu znalazła to, czego szukała.
 - Wiedziałam! Wiedziałam!
 - Czy możemy już się odezwać? - zapytał Ron.”

James się zaśmiał. Jakby widział Syriusza.

 „Hermiona zignorowała go.
 - Nicolas Flamel - powiedziała dramatycznym szeptem - jest jedynym znanym twórcą Kamienia Filozoficznego!”

- Mówiłam! – wykrzyknęła Lily w tym samym czasie, kiedy Syriusz powiedział „Nareszcie”.

 „Na Harrym i Ronię nie zrobiło to tak wielkiego wrażenia, jakiego najwidoczniej się spodziewała.
 - Czego? - zapytali jednocześnie.
 - No nie... Czy wy nic nie czytacie? Patrzcie... przeczytajcie, o tu.
 Popchnęła ku nim księgę, a Harry i Ron przeczytali:
 Najważniejszym celem starożytnej sztuki alchemii jest stworzenie Kamienia Filozofów, legendarnej substancji posiadającej zdumiewającą moc. Kamień ów zamienia każdy metal w najczystsze złoto. Wytwarza też Eliksir Życia, który daje nieśmiertelność temu, kto go wypije.”

- Nieśmiertelność? – zapytał zdziwiony Peter.
Remus na niego warknął.

 „Kamień Filozofów pojawia się w wielu doniesieniach historycznych, ale jedyny Kamień, który istnieje do dziś, jest w posiadaniu pana Nicolasa Flamela, wybitnego alchemika i miłośnika opery. Pan Flamel, który w ubiegłym roku obchodził swoje sześćset sześćdziesiąte piąte urodziny, prowadzi spokojne życie w hrabstwie Devon, razem ze swoją żoną Perenellą (sześćset pięćdziesiąt osiem lat).”

- Ale oni są starzy – powiedział Syriusz. – Wyobraźcie sobie ich twarze.
Wzdrygnął się na samą myśl. James zaśmiał się cicho.

„ - Rozumiecie? - zapytała Hermiona. - Ten pies musi strzec Kamienia Filozoficznego, odkrytego przez Flamela! Założę się, że poprosił Dumbledore’a, żeby się zaopiekował Kamieniem, bo przecież są przyjaciółmi, a Flamel wiedział, że ktoś tego skarbu szuka, i właśnie dlatego Dumbledore kazał Hagridowi zabrać go z podziemi Gringotta!”

- Mówiłem, mówiłem! – krzyczał Syriusz.
 - Uspokój się! – krzyknął na niego Remus. – To w cale nie musiał być kamień!
- Jeszcze będziesz przyznawał mi rację – powiedział do siebie i uśmiechnął się pod nosem.

„ - Kamień, który wytwarza złoto i czyni nieśmiertelnym! - szepnął Harry. - Nic dziwnego, że Snape chce go mieć.”

- A niby po co mu ten kamień? - zapytał Rogacz.
- Choćby żył tysiąc lat to i tak żadna kobieta go nie pokocha – dodał Łapa.
- Mógłbyś przestać! – krzyknęła Lily. – Każdy potrzebuje miłości, nawet Severus!
- Dobra, już się tak nie bulwersuje – odparł.

„ - I nic dziwnego, że nie mogliśmy znaleźć Flamela we Współczesnych osiągnięciach czarodziejstwa - dodał Ron. - Nie bardzo jest współczesny, skoro ma sześćset sześćdziesiąt pięć lat, prawda?
 Następnego dnia, podczas zajęć z obrony przed czarną magią, przepisując różne sposoby leczenia ukąszeń wilkołaka,”

Remus poruszył się niespokojnie.

„ Harry i Ron wciąż rozprawiali o tym, co by zrobili, gdyby mieli Kamień Filozoficzny. Dopiero kiedy Ron powiedział, że wystawiłby własną drużynę quidditcha, Harry przypomniał sobie o Snapie i zbliżającym się meczu.
 - Będę grał - powiedział Ronowi i Hermionie. - Gdybym się wycofał, wszyscy Ślizgoni pomyśleliby, że boję się Snape’a. Już ja im pokażę... Zetrę im te głupie uśmieszki z twarzy, jak zwyciężymy.”

- Tak Harry. Pokaż im! – zawołał James. Wierzył w niego.

 „- Jeżeli przedtem nie zetrą ciebie z boiska - zauważyła Hermiona.”

Lily spojrzała na książkę z niepokojem.
- Będzie dobrze – pocieszył ją James, widząc jej minę.

„ Im bliżej meczu, tym Harry robił się coraz bardziej nerwowy. Reszta drużyny też nie była spokojna. Wszyscy marzyli o zdobyciu pucharu, ale czy to w ogóle możliwe z tak stronniczym sędzią?”

- Wątpię – mruknął Remus.

 „Może Harry sobie to wmawiał, ale wydawało mu się, że wciąż wpada na Snape’a. Czasami zastanawiał się, czy Snape przypadkiem go nie śledzi, żeby go na czymś przyłapać. Lekcje eliksirów były cotygodniową torturą, bo Snape naprawdę uwziął się na niego. Czy to możliwe, by dowiedział się, że odkryli prawdę o Kamieniu Filozoficznym? Ale jak? Czasami miał jednak dziwne wrażenie, że Snape po prostu czyta w ich myślach.”

- Przecież to nie możliwe – powiedział Peter. Lilly jęknęła.  
- Co się stało Liluś? - zapytał Rogacz.
- Nic – odparła. Nawet nie zauważyła, ze Potter nazwał ją „Liluś”. Jej myśli błądziły teraz do dnia w którym Severus powiedział jej, że uczy się legilimencji. A co jeśli nauczył się jej bardzo dobrze?

„ Następnego popołudnia, kiedy Ron i Hermiona życzyli mu szczęścia, Harry wiedział, że zastanawiają się, czy go jeszcze zobaczą żywego. Nie dodało mu to otuchy. Wszedł za innymi do szatni, ale prawie do niego nie dochodziły słowa Wooda, kiedy włożył szatę do quidditcha i chwycił swojego Nimbusa Dwa Tysiące.”

- Będzie dobrze Harry – powiedział pocieszająco Rogacz.

 „Ron i Hermiona znaleźli sobie miejsca koło Neville’a, który nie mógł zrozumieć, dlaczego są tacy ponurzy i zaniepokojeni, i dlaczego zabrali swoje różdżki.”

- Ja tam mam zawsze przy sobie różdżkę – oznajmił Black.

 „Harry nie wiedział, że jego przyjaciele w tajemnicy przed nim ćwiczyli rzucanie Zwieracza Nóg. Wpadli na ten pomysł po głupim dowcipie, jaki Malfoy zrobił Neville'owi, i gotowi byli zrobić to samo Snape'owi, gdyby chciał skrzywdzić Harry’ego.”

- Wspaniali przyjaciele – uśmiechnęła się Lily.  

 „- Tylko nie zapomnij: Locomotor Mortis - mruknęła Hermiona, kiedy Ron wsunął swoją różdżkę w rękaw.
 - Przecież wiem - odburknął Ron. - Nie bądź nudna.”

- Nienawidzę nudnych ludzi – mruknął Łapa.
- A ja myślałem, że nienawidzisz swojej rodziny – odparł Remus.
- Ich swoją drogą – odpowiedział.

„ W szatni Wood wziął Harry’ego na stronę.
 - Nie chcę na ciebie wywierać żadnego nacisku, Potter, ale w tym meczu bardzo by nam pomogło, gdyby ci się udało dość wcześnie upolować znicza. Wiesz, chodzi o to, żeby zakończyć grę, zanim Snape całkowicie nas pogrąży.”

- Ja nie chcę nic mówić, ale chyba nie da się złapać znicza w pierwszej sekundzie gry – powiedział Syriusz. James się zaśmiał.
„ - Jest cała szkoła! - krzyknął Fred Weasley, wyglądając przez drzwi. - Nawet... a niech to... słuchajcie, nawet Dumbledore przyszedł!”

- Tak! Skoro jest tam dyrektor to Harry’emu nic nie będzie – powiedziała uradowana Lily.

 „Harry’emu drgnęło serce.
 - Dumbledore? - powtórzył i podbiegł do drzwi, żeby się upewnić. Fred miał rację. Trudno było się pomylić, widząc tę srebrzystą brodę. Harry poczuł, jak rozpiera go radość. A więc jest bezpieczny. Przecież Snape nie ośmieli się zrobić mu krzywdy na oczach dyrektora.”

- Proste!

 „Może właśnie dlatego Snape miał tak wściekłą minę, kiedy obie drużyny wymaszerowały na boisko. Ron też to zauważył.
 - Jeszcze nigdy nie widziałem Snape’a w takim stanie - powiedział Hermionie. - Patrz... już się zaczęło. Auuu!
 Ktoś rąbnął go w tył głowy. Odwrócił się: to był Malfoy.”

- Przywal mu też i po kłopocie – powiedział James.

„ - Och, przepraszam, Weasley, nie chciałem. Malfoy wyszczerzył zęby do Crabbe’a i Goyle'a.
 - Ciekaw jestem, jak długo tym razem Potter utrzyma się na miotle. Ktoś chce się założyć? Może ty, Weasley?
 Ron nie odpowiedział. Snape właśnie obdarzył Puchonów rzutem wolnym, bo George Weasley odbił tłuczka prosto w niego.”

 Wszyscy się zaśmiali.

 „Hermiona, która skrzyżowała palce na podołku, wpatrywała się w Harry’ego, który krążył nad stadionem jak jastrząb, wypatrując znicza..
 - Wiecie, jak wybierają skład drużyny Gryfonów? - powiedział Malfoy kilka minut później,”

- A ty niby skąd wiesz, jak wybiera się graczy – warknął Syriusz. Zaczął się denerwować.

„kiedy Snape przyznał Puchonom kolejny rzut wolny, tym razem bez żadnego powodu. - Wybierają tych, którzy cierpią, bo czegoś nie mają. Na przykład taki Potter, nie ma rodziców... Weasley'owie nie mają pieniędzy... Ty, Longbottom, też powinieneś być w drużynie, bo nie masz rozumu.”

- Uderzę go! – ryknął James. – Tu i teraz!

„ Neville zaczerwienił się i odwrócił do Malfoya.
 - Jestem wart tyle, co tuzin takich jak ty, Malfoy - warknął.
 Malfoy, Crabbe i Goyle ryknęli śmiechem, ale Ron, nie odrywając oczu od gry, powiedział:
 - Dobrze mu powiedziałeś, Neville.”

- Tak, Neville! – zawołał Syriusz. – Powiedz mu coś jeszcze.

„ - Longbottom, gdyby mózgi były ze złota, byłbyś biedniejszy od Weasleya, a to już jest nie lada wyczyn.
 Ron miał kłopoty z panowaniem nad sobą, bo bardzo się niepokoił o Harry’ego.
 - Ostrzegam cię, Malfoy... jeszcze jedno słowo...”

- Przywal mu! Przywal mu! Przywal mu! – krzyczał Łapa.

„ - Ron! - powiedziała nagłe Hermiona - Harry...
 - Co? Gdzie?”

- Co się dzieje? – powiedziała Lily z niepokojem.

„ Harry nagle zanurkował brawurowo, co wywołało okrzyki i wiwaty na widowni. Hermiona wstała, trzymając skrzyżowane palce w ustach. Harry mknął ku ziemi jak pocisk.”
- Tak Harry! Złap znicza! – zawołał James.  
 „- Ale ci się trafiło, Weasley, Potter na pewno zobaczył jakąś monetę na boisku! - zadrwił Malfoy.”
- Błagam niech mu ktoś przywali, bo nie wytrzymam – jęknął Syriusz.

 „Zanim zdążył się zorientować, Ron rzucił się na niego, zwalając go z ławki.”

- Dziękuję - powiedział.

 „Neville zawahał się, po czym przelazł przez oparcie, żeby mu pomóc.”

- To się nazywa Gryfon – odparł Peter.

„ - Brawo, Harry! - wrzasnęła Hermiona, wskakując na ławkę, żeby lepiej widzieć, jak Harry pędzi wprost na Snape’a; nawet nie zauważyła, że Malfoy i Ron potoczyli się pod jej siedzenie, a tuż za nią Neville, rycząc dziko, walczy dzielnie z Crabbe'em i Goyle'em.”

- Dwóch na jednego! To nie fair!

 „Wysoko w powietrzu Snape obrócił swoją miotłę i zobaczył, jak coś szkarłatnego przemknęło o kilka cali od niego. W następnej sekundzie Harry wyhamował tuż nad ziemią i uniósł rękę, w której błysnął znicz.”

- WooHoo – wiwatowali James z Syriuszem.

 „Widownia eksplodowała wrzaskiem. To był chyba absolutny rekord. Chyba w żadnym meczu nie schwytano znicza tak szybko.”

- To mój chłopak – przechwalał się James.
  
 „Harry zeskoczył z miotły o stopę nad ziemią. Sam nie mógł w to uwierzyć. Dokonał tego - gra się skończyła, choć minęło zaledwie pięć minut. Uradowani Gryfoni już wbiegali na boisko. Niedaleko od niego wylądował Snape, blady i z zaciśniętymi wargami. Nagle Harry poczuł na ramieniu czyjąś rękę, odwrócił się i zobaczył uśmiechniętą twarz Dumbledore’a.”

- Nawet on jest pod wrażeniem – powiedział Peter.

„ - Dobra robota - powiedział cicho dyrektor, tak że tylko Harry mógł to dosłyszeć. - Cieszę się, że nie szukałeś tego zwierciadła... że zająłeś się czymś innym... Wspaniale...
 Snape splunął ze złością na trawę.”

- Urgh – powiedział zniesmaczony Syriusz. – Jest napisane, w którym to było miejscu? Będę się od niego trzymać z daleka.
- Łapo, to się stanie za parę lat – upomniał go Remus.
- Ah, no tak, rzeczywiście – odparł i lekko się zarumienił. James parsknął śmiechem.

 „Jakiś czas później Harry opuścił samotnie szatnię, żeby zanieść swojego Nimbusa Dwa Tysiące do szopy na miotły. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak szczęśliwy. Dokonał czegoś, z czego mógł być naprawdę dumny - już nikt mu nie powie, że ma tylko sławne nazwisko. Szedł przez mokre błonia, przeżywając w myślach ostatnią godzinę, a była to godzina cudownego, podniecającego zamieszania: Gryfoni podbiegający, by ponieść go na ramionach, Ron i Hermiona podskakujący na ławce w oddali, Ron wrzeszczący z radości pomimo krwi buchającej mu z nosa.”

- To musiała być dobra walka – rozmarzył się Black. Też chciałby teraz przywalić Malfoy'owi.

„ Doszedł do szopy. Oparł się o drewniane drzwi i spojrzał na Hogwart, którego okna poczerwieniały w blasku zachodzącego słońca. Gryfoni na czele tabeli. On tego dokonał, on pokazał Snape'owi...”

- To prawda! Pokazałeś mu! – zawołał James.

„ A jeśli już mowa o Snapie...
 Po stopniach wiodących od bramy zamku zbiegła zakapturzona postać. Rozglądając się czujnie, jakby w obawie, że ją ktoś zobaczy, pomaszerowała szybko ku Zakazanemu Lasowi. Harry zapomniał o swoim zwycięstwie. Natychmiast poznał ten skradający się krok. Snape wymykający się ukradkiem do Zakazanego Lasu, kiedy wszyscy są na kolacji?... O co tu chodzi?”

- Podejrzane – mruknął Remus.

 „Harry wskoczył na Nimbusa Dwa Tysiące i wzbił się w powietrze. Zataczając krąg ponad zamkiem, zobaczył, jak Snape wbiega do lasu. Poszybował za nim.”

- Dobrze Harry. Leć za nim – pochwalił ten pomysł Rogacz. Lily przewróciła oczami.

 „Drzewa rosły tu tak gęsto, że stracił Snape’a z oczu. Krążył nad lasem coraz niżej, dotykając stopami górnych gałęzi drzew. Nagle usłyszał głosy. Dał nurka w gęstwinę i wylądował bezszelestnie tuż obok potężnego buka.”

- On odróżnia drzewa. Niesamowite- powiedział James.
- Wiesz James - odezwała się Lily.  – Sarkazm wcale nie jest pośledniejszą formą humoru. Sarkazm po prostu nie ma z poczuciem  humoru nic wspólnego.*
Rogacz zarumienił się.

„ Uniósł się ostrożnie ku jednej z gałęzi, mocno ściskając kij, stanął prawie na samym jej końcu i spojrzał w dół poprzez liście.
 Na cienistej polanie stał Snape, ale nie był już sam. Był tam również Quirrell.”

- Wiedziałem, że ten facet jest jakiś dziwny – mruknął Rogacz.
- No pewnie, że jest. Kto normalny chciałby gadać ze Smarkerusem – odparł Black, ale zaraz powiedział szybkie „Przepraszam”, widząc groźne spojrzenie panny Evans.

 „Harry nie widział wyrazu jego twarzy, ale nawet stąd mógł dostrzec, że Quirrell trzęsie się jeszcze bardziej niż zwykle. Harry wytężył słuch, żeby się dowiedzieć, o czym rozmawiają.
 - ... n-n-nie wiem d-dlaczego chciałeś się ze mną s-s-spotkać w t-t-takim miejscu, Severusie... „

- Och, nie przesadzaj. To tylko Zakazany Las – powiedział Łapa.

 „- Och, nie chciałem mieć świadków - odpowiedział Snape lodowatym tonem. - Chyba się ze mną zgodzisz, że uczniowie nie powinni się dowiedzieć o Kamieniu Filozoficznym.”

- Czekam na przeprosiny – powiedział Łapa i spojrzał po kolei na Jamesa, Remus i Petera. Oni spojrzeli na niego z lekkim zakłopotaniem. – No dalej – pospieszał ich. Lily powstrzymywała się by nie wybuchnąć śmiechem.
- Przepraszamy Syriuszu,… - zaczął Łapa.
- Przepraszamy Syriuszu,… - powtórzyli.
- …że ci nie wierzyliśmy…
- … że ci nie wierzyliśmy…
- Jesteś najlepszy i jedyny w swoim rodzaju  - kontynuował.
- Jesteś najlepszy i jedyny w swoim rodzaju.
- No, nie było aż tak trudno – powiedział i uśmiechnął się do nich. Lily śmiała się z ich skwaszonych min.

 „Harry wychylił się do przodu. Quirrell coś mamrotał. Snape mu przerwał.”

James syknął.

 „- Wymyśliłeś już coś, jak ominąć tego psa Hagrida?
 - A-a-ale Severusie, ja...
 - Quirrell, chyba nie chcesz mieć we mnie wroga, co? - warknął Snape, robiąc krok w jego kierunku.
 - J-j-ja nie wiem, co ty...”

Rogacz parsknął śmiechem. Ta cała sytuacja była dla niego bardzo głupia.

 „Sowa zahuczała w pobliżu i Harry o mało co nie zleciał z drzewa. Zdążył odzyskać równowagę, żeby usłyszeć, jak Snape mówi:
 - ...jakieś twoje hokus-pokus. Czekam.
 - A-a-ale ja n-n-nie...
 - Świetnie - przerwał mu Snape. - Wkrótce znowu utniemy sobie pogawędkę, kiedy przemyślisz to wszystko i zdecydujesz, po której jesteś stronie.”
 Zarzucił kaptur na głowę i opuścił polanę. Zrobiło się już prawie ciemno, ale Harry wciąż widział Quirrella, stojącego nieruchomo jak posąg.”

 - Wystraszył się – powiedział Syriusz z przerażeniem w głosie.
- Nie dziwie mu się – odparł Remus. – Z tego wynika, że Snape cały czas chodzi ubrany na czarno i wygląda trochę jak wampir.

„ - Harry, gdzie ty byłeś? - zaskrzeczała Hermiona.
 - Zwyciężyliśmy! Zwyciężyłeś! Zwyciężyliśmy! - wrzeszczał Ron, waląc Harry’ego po plecach. - A ja podbiłem Malfoyowi oko, a Neville sam jeden rzucił się na Crabbe’a i Goyle'a! Na razie jest w szpitalu, ale pani Pomfrey mówi, że nic mu nie będzie... Wszyscy na ciebie czekają w pokoju wspólnym, urządzamy balangę, Fred i George ukradli z kuchni trochę ciastek...”

- Oni są bardzo podobni do nas – powiedział Remus.

„ - Teraz mamy na głowie inne sprawy - szepnął Harry. - Znajdźmy jakiś pusty pokój, a wszystkiego się dowiecie...
 Upewnił się, że Irytka nie ma w środku, i zamknął za nimi drzwi pustej klasy, a potem opowiedział, co zobaczył i usłyszał.
 - A więc mieliśmy rację, to naprawdę jest Kamień Filozoficzny, a Snape próbuje zmusić Quirrella, żeby pomógł mu go wykraść. Chce, żeby Quirrell wymyślił jakiś sposób na Puszka... I wspomniał o jakimś „hokus-pokus”... Myślę, że nie tylko Puszek pilnuje tego skarbu, muszą go chronić jakieś potężne zaklęcia, a Quirrell na pewno zna jakieś przeciwzaklęcia i Snape chce z tego skorzystać...
 - Więc myślisz, że Kamień jest bezpieczny, póki Quirrell opiera się Snape'owi? – zapytała Hermiona.
 - Czyli do następnego wtorku - powiedział Ron.”

- Zaczyna się dziać – powiedział podekscytowany James.
- To koniec rozdziału – oznajmiła Lily. – Kto następny?
- Wezmę – odpowiedział Syriusz, więc dziewczyna dała mu książkę.



* Cytat zaciągnięty z " Zwiadowcy. Płonący most". Gorąco polecam wszystkie części.

wtorek, 1 października 2013

Rozdział dwunasty


 ZWIERCIADŁO AIN EINGARP

„Zbliżało się Boże Narodzenie. Pewnego ranka w połowie grudnia Hogwart obudził się pokryty grubą warstwą śniegu. Jezioro zamarzło na dobre, a Weasleyowie zostali ukarani za zaczarowanie kilkunastu piguł śniegowych, które ścigały profesora Quirrella, grzmocąc w jego turban.”
Wszyscy zaśmiali się głośno. Może nawet zbyt głośno, bo do pokoju wspólnego weszła McGonagall z niezbyt zadowoloną miną. Lily szybko rzuciła zaklęcie maskujące na książki i spojrzała na profesorkę.
- Co wy robicie?! W całym Hogwarcie was słychać!- zagrzmiała i spojrzała na każdego po kolei, a oni na siebie.
- A co dokładnie słychać? – zapytał niepewnie Remus. Z całego serca dziękował Lily za szybką reakcję. Chyba nie potrafiłby wytłumaczyć profesorce co za książki czytają.
- Co chwila słyszę jakieś śmiechy i wrzaski! Rozumiem, że cieszycie się z wolnego, ale żeby aż tak – odparła
- Przepraszamy pani profesor, to się już więcej nie powtórzy – powiedziała przepraszająco Lily. Huncwoi potwierdzili skinieniami głów.
- Mam nadzieję – odparła i skierowała się do wyjścia. James chciał już coś powiedzieć, ale Evans go uciszyła. Po cichu podeszła do drzwi i rzuciła na nie Silencio.
- Było blisko – wydyszała i zdjęła zaklęcie maskujące z książek. Czytali dalej.
 „Kilka sów, którym się udało przebić przez zamiecie i zawieje, by przekazać pocztę, musiało przejść kurację u Hagrida. Wszyscy nie mogli doczekać się przerwy świątecznej. W pokoju wspólnym Gryffindoru i w Wielkiej Sali ogień huczał w kominkach, ale na korytarzach panował straszliwy ziąb, a w klasach wiatr łomotał w okna. Najgorsze były zajęcia z profesorem Snape'em, które odbywały się w lochach, gdzie oddech zamieniał się w parę; żeby się ogrzać, trzymali się jak najbliżej gorących kociołków.”
- Mam nadzieję, że tam zamarznie – mruknął Syriusz. James parsknął śmiechem.
„ - Naprawdę mi żal - powiedział Draco Malfoy na jednej z lekcji eliksirów - tych wszystkich, którzy będą musieli zostać na Boże Narodzenie, bo nie chcą ich w domu.
 Kiedy to mówił, patrzył na Harry’ego.”
James spiorunował książkę wzrokiem . Lily posmutniała.
 „Crabbe i Goyle zachichotali. Harry, który właśnie odważał porcję sproszkowanego kręgosłupa skorpeny, zignorował ich. Od meczu quidditcha Malfoy zrobił się jeszcze bardziej nieprzyjemny. Wściekły z powodu przegranej Slytherinu, próbował wszystkich rozśmieszyć propozycją, by w następnym meczu na pozycji szukającego Harry’ego zastąpiła żaba drzewna, bo ma szersze usta.”
- Dlaczego… jestem dumny z Harry’ego, że złapał znicza – powiedział James. Lily uśmiechnęła się do niego.
 „W końcu zorientował się, że nikogo to nie śmieszy. Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem wyczynu Harry’ego, który zdołał się utrzymać na zbuntowanej miotle.”
Syriusz uśmiechnął się złośliwie.
„ Powrócił więc do swojej dawnej metody szydzenia z jego sieroctwa i dzieciństwa u mugoli.”
- Harry ma odpowiednią rodzinę – odparła Lily- Tylko nie jesteśmy w tym samym świecie co on.
James spojrzał na nią, a potem uśmiechnął się smutno.
„ Harry rzeczywiście nie zamierzał wracać na święta do Dursleyów.”
- Będzie miał wspaniałe święta w Hogwarcie – odezwał się Peter. Reszta przyznała mu rację.
„ Profesor McGonagall obeszła wszystkie domy, spisując uczniów, którzy zostają w zamku, i Harry natychmiast wpisał się na listę. Nie czuł się wcale nieszczęśliwy z tego powodu, przeciwnie, uważał, że będą to najlepsze święta, jakie dotąd przeżył. Ron i jego bracia też zostawali, ponieważ państwo Weasleyowie wybierali się do Rumunii, by odwiedzić Charliego.”
- Przynajmniej nie będzie sam – odparł Remus. Lily uśmiechnęła się do niego.
 „Po lekcji, gdy chcieli wyjść z lochów, stwierdzili, że korytarz jest zablokowany przez wielką jodłę, spod której wystają dwie olbrzymie stopy.”
- Hagrid pomaga w dekoracji szkoły – zawołał Remus
„ Po głośnym sapaniu poznali, że za drzewkiem jest Hagrid.
 - Cześć, Hagrid, pomóc ci? - zapytał Ron, wpychając głowę między gałęzie.
 - Nie, dzięki, dam radę, Ron.
 - Może byście przestali blokować przejście, co? - rozległ się za nimi zimny głos Malfoya. - Chcesz sobie dorobić, Weasley? Masz nadzieję zostać gajowym, jak skończysz szkołę albo jak szkoła z tobą skończy? Chatka Hagrida to chyba pałac w porównaniu z twoim rodzinnym domem, nie?”
- Oh, zamknij się Malfoy – warknął James
- Znów to samo – jęknęła Lilly – On cię nie usłyszy James. – Jednak Potter nie odpowiedział, tylko zaczął sobie coś mruczeć pod nosem.
 „Ron rzucił się na Malfoya, ale w tej samej chwili na szczyt schodów dotarł Snape.”
- Typowe – mruknął Peter.
„ - WEASLEY!
 Ron puścił przód szaty Malfoya.
 - Został sprowokowany, panie psorze - powiedział Hagrid, wystawiając swoją wielką, włochatą głowę zza jodły. - Malfoy obrażał jego rodzinę.
 - Może i tak było, ale bijatyki są w Hogwarcie zakazane, Hagrid - rzekł Snape. - Minus pięć punktów dla Gryffindoru, Weasley, i bądź wdzięczny, że tylko tyle. Ruszajcie stąd, wszyscy.”
- To nie fair – oburzyła się Lily. Co raz bardziej nienawidziła Snape’a. Przecież byli przyjaciółmi. Nie mogła tego pojąć.
 „Malfoy, Crabbe i Goyle przecisnęli się obok drzewka, rozsiewając wokoło igły i śmiejąc się głupkowato.
 - Jeszcze go dostanę - wycedził Ron przez zęby. - Któregoś dnia odpowie mi za wszystko.
 - Nienawidzę ich obu - mruknął Harry. - Malfoya i Snape’a.”
- Ja też – dodał James
„- No, chłopaki, głowa do góry, Boże Narodzenie za pasem - powiedział Hagrid. - Wiecie co? Chodźcie ze mną i zobaczcie Wielką Salę, wygląda naprawdę ekstra.
 Poszli więc za Hagridem i jego drzewkiem do Wielkiej Sali, której dekorowaniem byli zajęci profesor McGonagall i profesor Flitwick.
 - Ach, Hagrid, ostatnie drzewko... postaw je tam w rogu, dobrze?
 Sala wyglądała naprawdę wspaniale. Festony ostrokrzewu i jemioły wisiały na wszystkich ścianach, a wokoło stało ze dwanaście pięknych jodeł; niektóre migotały maleńkimi sopelkami, inne jarzyły się setkami świec.”
- Uwielbiam wielką salę w święta -  powiedziała Lily – Wtedy tak pięknie wygląda.
- Tak… - potwierdził James patrząc na nią.
 „- Ile dni wam zostało do ferii świątecznych? - zapytał Hagrid.
 - Tylko jeden - odpowiedziała Hermiona. - To mi przypomniało... Harry, Ron, mamy pół godziny do obiadu, powinniśmy pójść do biblioteki.”
- Po co? – zapytał Syriusz ze wstrętem
 „- Och, tak, masz rację - rzekł Ron, odrywając oczy od profesora Flitwicka, który wyczarowywał różdżką złote bombki i wieszał na gałązkach właśnie dostarczonego drzewka.
 - Do biblioteki? - zdziwił się Hagrid, wychodząc za nimi z sali. - Tuż przed feriami? Macie bzika czy jak?”
- No właśnie! – wykrzyknął Łapa
- Wydaje mi się, że szukają informacji o Flamelu – powiedział Remus.
„ - Och, tu nie chodzi o naukę - wyjaśnił mu Harry.
 - Od kiedy wspomniałeś o Nicolasie Flamelu, próbujemy się dowiedzieć, kim on jest.”
- Mówiłem
„ - Co robicie? - Hagrid wytrzeszczył oczy. - Słuchajcie. .. mówiłem wam już... zostawcie to. Nic wam do tego, czego pilnuje Puszek.
 - My tylko chcemy się dowiedzieć, kim jest ten Flamel, nic poza tym - powiedziała Hermiona.
 - Chyba że ty nam powiesz i zaoszczędzisz nam trudu - dodał Harry. - Przewaliliśmy już setki książek i nic nie możemy znaleźć... Daj nam tylko jakąś wskazówkę... Wiem, że gdzieś już spotkałem to nazwisko.
 - Nic nie powiem.”
James jęknął.
 - No to musimy szukać sami - rzekł Harry i zostawili Hagrida samego, z kwaśną miną, spiesząc do biblioteki.
 Od czasu, gdy Hagridowi wyrwało się to nazwisko, rzeczywiście przetrząsali książki w poszukiwaniu jakichś informacji o Flamelu, bo - jak dotąd - był to jedyny sposób, by dowiedzieć się, co chciał wykraść Snape. Kłopot polegał na tym, że nie mieli pojęcia, od czego zacząć, bo nie wiedzieli, co takiego mógł zrobić ten Flamel, by znaleźć się w jakiejś książce. Nie było go w Wielkich czarodziejach dwudziestego wieku ani w Wybitnych postaciach świata magii naszych czasów; nie było go też w Najważniejszych współczesnych odkryciach magicznych i w Najnowszych osiągnięciach czarodziejstwa.”
- Oni nawet nie wiedzą, gdzie go szukać! – zawołał Łapa, a za raz po tym Lily walnęła się głowę. Huncwoci spojrzeli na nią z zainteresowaniem.
- Wiedziałam, że gdzieś słyszałam o Nicolasie Flamelu – powiedziała.
- To nas oświeć, bo my jakoś nic o nim nie wiemy – odparł James
- Nicolas Flamel stworzył kamień filozoficzny! – wykrzyknęła – Syriusz ma rację, chociaż trudno mi w to uwierzyć, ale Puszek rzeczywiście może pilnować kamienia!
- Trzymasz moją stronę? - zapytał z niedowierzaniem Black. Lily skinęła głową.
- Nie chce mi się w to wierzyć – odparł Lunatyk – Może i stworzył kamień, ale wątpię żeby Puszek go pilnował.
- No właśnie – powiedzieli razem James i Peter. Lily wzruszyła ramionami.
 „A biblioteka była ogromna: dziesiątki tysięcy ksiąg, setki półek, tysiące rzędów.”
- Prościej mówiąc: biblioteka jest ogromnapowiedział Peter
„Hermiona sporządziła sobie listę tematów i tytułów, które postanowiła sprawdzić, natomiast Ron chodził wzdłuż półek i wyciągał woluminy na chybił trafił. Harry powędrował ku działowi Ksiąg Zakazanych. Niestety, żeby korzystać ze zgromadzonych tu dzieł, trzeba było mieć specjalne pozwolenie na piśmie od któregoś z nauczycieli, a doskonale wiedział, że żaden mu go nie da. Były tam księgi zawierające tajemnice czarnej magii, której w Hogwarcie nigdy się nie nauczało, a dostęp do nich mieli wyłącznie studenci starszych lat, uczący się zaawansowanej obrony przeciw czarnoksięstwu.”
- Extra! – powiedzieli razem James i Syriusz
„ - Czego szukasz, chłopcze?
 - Niczego.
 Pani Pince, bibliotekarka, machnęła mu przed nosem miotełką z piór.
 - Więc lepiej stąd zmykaj. Wynoś się! Już!
 Żałując, że nie przyszedł mu do głowy jakiś pomysł, Harry opuścił bibliotekę. Już na samym początku ustalili, że lepiej nie pytać pani Pince, gdzie można znaleźć coś o Flamelu. Byli pewni, że potrafiłaby im udzielić wskazówek, ale nie chcieli ryzykować, że Snape dowie się, czego szukają.”
- Dobrze kombinują – pochwalił ich James
 „Harry czekał na korytarzu, żeby się dowiedzieć, czy Ron i Hermiona czegoś nie znaleźli, choć nie miał na to wielkiej nadziei. Poszukiwania prowadzili co prawda od dwóch tygodni, a ponieważ mogli to robić jedynie w przerwach między lekcjami, trudno się dziwić, że na nic jeszcze nie natrafili. Potrzebne im było dokładne, długie przeszukanie, bez pani Pince dyszącej im w karki.”
- Mogliby pójść nocą – zaproponował Syriusz
- Przecież by ich złapali – odparła Lily
- Ciekawe co się stało z… - zaczął James, ale w porę ugryzł się w język. Zastanawiał się co się stało z jego peleryna niewidka. W tym momencie byłaby pomocna.
-  Z czym? - spytała zaciekawiona Evans.
- Z niczym – odpowiedział krótko Rogacz i spojrzał na Remusa, który zaczął czytać.
 „Pięć minut później wyszli Ron i Hermiona, kręcąc głowami. Poszli na obiad.
 - Będziecie dalej szukać, jak mnie nie będzie, tak? - powiedziała Hermiona. - I przyślijcie mi sowę, jak coś znajdziecie.
 - A ty zapytaj rodziców, może coś wiedzą o tym Flamelu - rzekł Ron. - To chyba bezpieczne.
 - Bardzo bezpieczne, bo oboje są dentystami - odpowiedziała Hermiona.”
- Istnieją ludzie, którzy leczą zęby? -zapytał James Lilly
- Tak!
 „W końcu ferie się rozpoczęły. Ron i Harry mieli teraz aż za dużo czasu, by rozmyślać o Flamelu. W dormitorium spali tylko we dwóch, a że w salonie też było o wiele luźniej, bez trudu udawało się zająć dobre miejsca przy kominku. Przesiadywali tam godzinami, pojadając wszystko, co dało się nadziać na rożen - chleb, angielskie bułeczki, ślazowe marmoladki - i wymyślając najróżniejsze sposoby pozbycia się Malfoya ze szkoły, co było bardzo zabawne, nawet jeśli zupełnie nierealne.”
- My też tak robimy – powiedział Peter. Huncwoci uśmiechnęli się.
„ Ron zaczął uczyć Harry’ego gry w szachy czarodziejów. Od szachów mugoli różniły się tym, że figury były żywe, co sprawiało wrażenie, że dowodzi się oddziałami w bitwie. Komplet figur Rona był bardzo stary i zniszczony.”
- Odnoszę wrażenie, że wszystkie jego rzeczy takie są – powiedziała Lily smutno
„ Jak wszystko, co posiadał, należał kiedyś do któregoś z członków jego rodziny - w tym przypadku do dziadka. Starość figur nie była jednak wcale ich wadą. Ron tak dobrze je znał, że bez trudu skłaniał je do robienia tego, co zechciał.”
- Ooo, biedny Harry -  zaśmiała się Lily
 „Harry grał kompletem pożyczonym od Seamusa Finnigana i miał spore trudności. Figury nie miały do niego za grosz zaufania i wciąż udzielały mu rad, co go trochę deprymowało. „Nie stawiaj mnie tutaj, nie widzisz jego laufra? Rusz się tym, nie możemy sobie pozwolić na jego stratę”.
 W wigilię Bożego Narodzenia Harry poszedł do łóżka, rozmyślając o wszystkich jutrzejszych pysznościach i zabawach, ale nie oczekując żadnych prezentów.”
- Na pewno coś dostanie – powiedział Syriusz. To smutnie nie dostać żadnego prezentu na Boże Narodzenie.
 „A jednak, kiedy obudził się rano, zobaczył stosik paczuszek w nogach swojego łóżka.”
- Mówiłem!
„ - Wesołych świąt - mruknął Ron sennym głosem, kiedy Harry wygramolił się z łóżka i założył szlafrok.
 - Nawzajem - odpowiedział Harry. - Widziałeś? Dostałem prezenty!”
Lily uśmiechnęła się.
„ - A czego się spodziewałeś, pietruszki? - powiedział Ron, spoglądając na swój stos, który był trochę większy.”
Łapa prawdopodobnie zachichotał.
„ Harry chwycił paczuszkę leżącą na wierzchu. Zapakowana była w gruby, brązowy papier, na którym niewprawna ręka wypisała: „Dla Harry’ego, od Hagrida”.”
- Jak miło – zagruchała Lily. James się uśmiechnął.
 „W środku był dość toporny drewniany flecik. Hagrid musiał go sam wystrugać. Harry dmuchnął weń, a flet wydał dźwięk podobny do krzyku sowy.”
- Miło – odparł Peter
 „Druga mała paczuszka zawierała kartkę:
 Otrzymaliśmy wiadomość od ciebie i przesyłamy ci prezent bożonarodzeniowy. Od wuja Vernona i ciotki Petunii.
 Do kartki przyklejona była taśmą moneta pięćdziesięciopensowa.
 - To miłe - rzekł Harry.”
- Ile to pięćdziesiąt pensów? – zapytał Rogacz
- Za dużo to to nie jest, ale starczy mu na czekoladę – wytłumaczyła czarownica.
„ Ron był bardzo zafascynowany monetą.
 - Ojej! Co za kształt! To są pieniądze?
 - Możesz ją zatrzymać - odpowiedział Harry, śmiejąc się z jego zdumienia. - Hagrid, ciotka i wuj... więc od kogo ta reszta?
 - Chyba wiem, od kogo jest ten - powiedział Ron, rumieniąc się i wskazując na niezbyt porządną paczkę. - Od mojej mamy. Powiedziałem jej, że nie spodziewasz się żadnych prezentów i... och, nie... - jęknął - zrobiła ci sweter Weasleyów!”
- To miłe z jej strony – wyszeptała Lily. Nagle zachciało jej się płakać . James to zauważył i ją przytulił.
 „Harry rozerwał paczkę i wyjął gruby, robiony na drutach, szmaragdowozielony sweter i duże pudełko domowych krówek.”
Wszyscy się uśmiechnęli.
 „- Co roku robi nam swetry - westchnął Ron i rozwinął swój - a mój zawsze jest kasztanowy.
 - To naprawdę bardzo miłe z jej strony - rzekł Harry, próbując krówki, która okazała się bardzo smaczna.
 Kolejny prezent też zawierał słodycze - wielkie pudło czekoladowych żab od Hermiony.
 Pozostała już tylko jedna paczka. Harry wziął ją do ręki i pomacał. Była bardzo lekka. Rozwinął ją. Coś wiotkiego i srebrnoszarego zsunęło się na podłogę i leżało tam, połyskując i migocąc. Ron wydał zduszony okrzyk.”
James poruszył się niespokojnie.  
„ - Ojej... słyszałem o tym - wyszeptał, wypuszczając z rąk pudełko fasolek wszystkich smaków od Hermiony. - Jeśli to jest to, o czym myślę... to naprawdę wielka rzadkość i bardzo cenny prezent.
 - Co to jest?
 Harry podniósł z podłogi lśniącą, srebrzystą szatę. Była dziwna w dotyku, jakby tkanina była wykonana z wody.”
Lily zmarszczyła brwi, po czym powiedziała:
 - Słyszałam o tym, to peleryna-niewidka.
Nikt jej nie odpowiedział.
 „- To peleryna-niewidka - powiedział Ron z przejęciem. - Jestem prawie pewny... przymierz ją.
 Harry zarzucił płaszcz na ramiona, a Ron wrzasnął krótko.
 - Tak! Spójrz w dół!
 Harry spojrzał na swoje stopy - ale stóp nie było. Podbiegł do lustra. Zobaczył swoje odbicie, ale była to tylko głowa zawieszona w powietrzu. Naciągnął pelerynę na głowę i odbicie całkowicie zniknęło.”
James uśmiechnął się do Łapy, który też się szczerzył.
„ - Tu jest jakaś kartka! - zawołał Ron. - Odpadła kartka!
 Harry zdjął płaszcz i chwycił list. Napisany był wąskim, pełnym zakrętasów pismem, które widział po raz pierwszy w życiu.
 Twój ojciec pozostawił to pod moją opieką, zanim umarł. Już czas, by wróciło do ciebie. Zrób z tego dobry użytek.
 Życzę ci bardzo wesołych świąt.”
- Ty masz pelerynę-niewidkę?! Skąd?!– wykrzyknęła Lily.
- Jest przekazywana z ojca na syna w rodzinie Potterów – odpowiedział.
- Ale… ale… wow – wydusiła z siebie. Huncwoci się zaśmiali.
- Chcesz zobaczyć? – zapytał
- Może później – odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego.
 „Nie było podpisu.”
Syriusz westchnął.
- A miałem nadzieję, że to ja mu ją wysłałem.
- Nie martw się. Jestem pewna, że w którejś z książek wspomną o tobie – pocieszyła go Lily.
„ Harry gapił się na liścik. Ron podziwiał płaszcz.
 - Oddałbym za to wszystko - powiedział. - Wszystko. Co ci jest?
 - Nic, nic - odrzekł Harry, ale poczuł się bardzo dziwnie. Kto mu przysłał ten płaszcz? Czy naprawdę należał kiedyś do jego ojca?”
- Naprawdę Harrywyszeptał. Reszta spojrzała na niego smutno, a Lily mocno przytuliła.
 „Zanim zdążył coś jeszcze pomyśleć albo powiedzieć, drzwi dormitorium otworzyły się z hukiem i wpadli Fred i George Weasleyowie. Harry szybko zgarnął płaszcz i przykrył kocem. Jakoś nie chciał się z nikim dzielić tą tajemnicą.
 - Wesołych świąt!
 - Hej, zobacz! Harry dostał sweter Weasleyów! Fred i George mieli na sobie niebieskie swetry; na jednym było duże F, na drugim G.”
 - Jakie słodkie – zagruchała Lily
„ - Ale jego jest lepszy - zauważył Fred, podnosząc sweter Harry’ego. - Widać, że bardziej się przyłożyła.
 - Dlaczego nie włożyłeś swojego sweterka, Ronuś? - zapytał George. - Włóż, taki jest ładny i ciepły.”
- Ach ten sarkam. – James machnął ręką.
- Bez niego byłoby nudno – dodał Łapa
„ - Nienawidzę koloru kasztanowego - jęknął Ron i wciągnął swój sweter przez głowę.
 - Na twoim nie ma litery - zauważył George. - Chyba uważa, że nie zapominasz swojego imienia. Ale my nie jesteśmy tacy głupi, wiemy, że nazywamy się Gred i Forge.
James i Syriusz wybuchnęli śmiechem, po chwili dołączyła do nich reszta.
„ - Co to za hałasy?
 Percy Weasley wetknął głowę przez drzwi, patrząc na nich surowo.”
Lily prychnęła.
- Czy on się zna na zabawie? – zapytał Remus
 „Najwyraźniej też już rozpakował część swoich prezentów, bo miał zarzucony na ramiona sweter. Wszedł do środka, a Fred natychmiast ściągnął mu sweter.
 - P czyli prefekt! Wkładaj go, Percy, my już swoje mamy na sobie, Harry też dostał.
 - Nieee... nie chcę... - wysapał Percy spod swetra, który bracia już mu wciągali przez głowę, strącając przy okazji okulary.”
- Oni są tacy fajni – powiedział Peter
- No, tak jak my – dodał Łapa
„ - I dzisiaj nie siedzisz z innymi prefektami - oznajmił George. - Boże Narodzenie to rodzinne święto. Wyprowadzili Percy’ego z sypialni, spętanego swetrem.
 Harry jeszcze nigdy w życiu nie jadł takiego świątecznego obiadu. Były tam setki tłustych, pieczonych indyków, góry pieczonych i gotowanych ziemniaków, półmiski frytek, wazy pełne polanego masłem groszku, srebrne łódki z gęstym sosem pieczeniowym i żurawinowym - a także sterty czarodziejskich strzelających niespodzianek, rozłożone co kawałek na wszystkich stołach. Te fantastyczne petardy nie przypominały w niczym owych żałosnych „niespodzianek” mugoli, które zwykle kupowali na Boże Narodzenie Dursleyowie i z których wypadały maleńkie plastikowe zabawki albo byle jakie papierowe kapelusze.”
- Nie rozumiem mała zabawka zaraz się zgubi, a papierowy kapelusz zgniecie. Po co marnować pieniądze. Jaki jest w tym sens? - zapytał Łapa
 „Harry i Fred pociągnęli czarodziejską petardę za oba końce, a ona wybuchła ze straszliwym hukiem, spowiła ich obłokiem niebieskiego dymu, a ze środka wyleciał najprawdziwszy kapelusz admiralski i kilkanaście żywych białych myszek.”
- Fajnie! – zawołał James
 „Przy stole nauczycielskim profesor Dumbledore zamienił swoją wysoką, spiczastą tiarę czarodzieja na ukwiecony beret i chichotał z dowcipu, który mu właśnie przeczytał profesor Flitwick. Po indyku pojawiły się na stołach płonące bożonarodzeniowe puddingi. Percy o mało nie złamał sobie zęba na srebrnym syklu, który był w jego porcji. Harry obserwował Hagrida, który robił się coraz bardziej czerwony na twarzy po kolejnych kielichach wina,”
- Cały Hagrid. On chyba nigdy się nie zmieni – powiedziała Lily
 „a w końcu pocałował profesor McGonagall w policzek,”
- Blee! –skrzywili się wszyscy
 „która, ku zdumieniu Harry’ego, zachichotała i spłonęła rumieńcem.”
- McGonagall jest pijana! – zawołał Peter. Wszyscy zachichotali.
 „Kiedy Harry odchodził od stołu, dźwigał stos przedmiotów, które powylatywały z petard-niespodzianek, a wśród nich pudło z niezniszczalnymi, świecącymi balonami, zestaw do wyhodowania kurzajek i nowy komplet czarodziejskich figur do szachów. Białe myszki gdzieś zniknęły i Harry miał nieprzyjemne przeczucie, że skończą jako bożonarodzeniowy obiad Pani Norris.”
- Ona zje te wszystkie myszy? – zadziwił się Remus
- Mogłaby, a potem zdechnąć z przejedzenia – odparł Łapa i uśmiechnął się złowrogo.
 „Po południu Harry i Weasleyowie wzięli udział w wielkiej bitwie na śnieżki w szkolnym parku, a później, zziębnięci, przemoczeni i zadyszani, wrócili do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie ogień huczał w kominku. Harry zrobił chrzest bojowy swoim nowym figurom szachowym i przegrał z Ronem. Podejrzewał, że klęska nie byłaby aż tak sromotna, gdyby Percy nie pomagał bratu.”
- Nie cierpię, kiedy ludzie tak robią – mruknął Remus
 „Po kolacji, na którą składały się kanapki z indykiem, krokiety, biszkopty z kremem i bożonarodzeniowy placek, wszyscy poczuli się tak ociężali i senni, że tylko siedzieli i patrzyli, jak Percy ściga po całej wieży Freda i George’a, którzy ukradli mu odznakę prefekta.”
Tylko James, Syriusz i Peter się zaśmiali. Lily i Remus nie widzieli w tym nic zabawnego.
 „Było to dla Harry’ego najwspanialsze Boże Narodzenie w życiu, a jednak na dnie duszy coś go nękało przez cały dzień. Dopiero gdy położył się do łóżka, miał czas, by o tym pomyśleć: o pelerynie-niewidce i o tym, kto mu ją przysłał.”
- Może to byłem ja. Proszę niech to będę ja – powiedział błagalnie Black
 Ron, objedzony indykiem i ciastem i nie dręczony żadnymi zagadkami, usnął prawie natychmiast po zasunięciu kotary swojego łoża.”
- Brzmi trochę jak ty James  – zaśmiał się Syriusz i oberwał poduszką.
„ Harry przechylił się i wyciągnął spod łóżka pelerynę.
 Jego ojca... to należało do jego ojca.”
- To prawda Harry, to było moje – odparł James i uśmiechnął się smutno.
 „Przesuwał w dłoniach delikatną tkaninę, gładką jak jedwab, lekką jak powietrze. Zrób z tego dobry użytek - głosił liścik.”
- Tak Harry. Idź się przejść – zachęcał go Rogacz
- Będzie miał kłopoty, jeśli go złapią – upomniała go Evans
- Jeśli – powtórzył Black i uśmiechnął się huncwocko.
 „Korciło go, by znowu wypróbować działanie czarodziejskiego płaszcza. Wstał z łóżka i narzucił go na ramiona. Spojrzał na swoje nogi i zobaczył tylko plamę księżycowego blasku i cienie. Bardzo dziwne uczucie.
 Zrób z tego dobry użytek.
 Nagle rozbudził się całkowicie. W tym płaszczu cały Hogwart stoi przed nim otworem! Poczuł silne podniecenie. Przecież teraz może chodzić, gdzie chce, a Filch go nie zobaczy!”
- Myślę, że on ma jakiś sposób i kiedyś się dowiem jaki – mruknął Syriusz
 „Ron mruknął przez sen. Obudzić go? Coś go powstrzymało.. . to płaszcz ojca... teraz poczuł to wyraźnie... po raz pierwszy... musi być sam...”
- Idź sam Harry – wyszeptał Rogacz
 „Wymknął się z dormitorium, zszedł po schodach, minął pokój wspólny i przełazi przez dziurę za portretem.
 - Kto tu jest? - zaskrzeczała Gruba Dama. Harry nic nie odpowiedział i ruszył cicho korytarzem.
 Dokąd iść? Zatrzymał się i nagle serce zabiło mu mocno. Ależ tak! Do biblioteki, do działu Ksiąg Zakazanych.”
- Dokładnie! – zawołał Syriusz.
James zgadzał się z Łapa. Nawet Remus był ciekaw czy Harry tam pójdzie.
„Będzie mógł szperać tam do woli, czytać co zechce i zostać tak długo, aż znajdzie coś o Flamelu. Otulił się szczelnie peleryną i zdecydowanym krokiem wszedł do biblioteki.
 W bibliotece było ciemno i niesamowicie. Zapalił lampę, żeby widzieć drogę wzdłuż rzędów książek. Lampa wyglądała, jakby sama płynęła w powietrzu. Czuł, że ją trzyma, ale mimo to na ten widok dreszcze przebiegały mu po plecach.”
- Dlaczego nie użyje Lumos? – zapytał się Peter
- Może nie wie jak to zrobić – zaproponował Łapa
 „Dział Ksiąg Zakazanych mieścił się w samym końcu sali. Harry przeszedł ostrożnie ponad sznurem oddzielającym ten dział od reszty biblioteki i uniósł lampę, by widzieć tytuły książek.
 Niewiele mu mówiły. Złuszczone, wyblakłe złote litery składały się na słowa w nie znanych mu językach. Niektóre księgi w ogóle nie miały tytułów na grzbiecie. Na jednej była ciemna plama, która wyglądała jak dawno zaschła krew.”
- Chyba już wiem, dlaczego nie wolno tam wchodzić bez pozwolenia – powiedziała Lily i lekko zadrżała. James mocniej ją przytulił.
 „Poczuł mrowienie w karku. Może to sobie wyobraził, a może nie, ale miał wrażenie, że książki szepcą coś cicho, jakby wiedziały, że ogląda je ktoś, kto nie powinien tu być.
 Trzeba od czegoś zacząć. Postawił ostrożnie lampę na podłodze i zaczął przeglądać najniższy rząd w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Jego uwagę zwrócił wielki, czarno-srebrny wolumin. Wyciągnął go z trudem, bo okazał się bardzo ciężki, wsparł na uniesionym kolanie i otworzył.”
 Wszyscy wstrzymali oddech.
 „Ciszę przerwał przeszywający, mrożący krew w żyłach wrzask.”
Skrzywili się.
- Uh, oh
- Co to było?
 „Harry zatrzasnął książkę, ale wrzask trwał i trwał - wysoki, nieprzerwany, dźgający w uszy ton. Przerażony, cofnął się i przewrócił lampę, która natychmiast zgasła. Usłyszał kroki na korytarzu. Wepchnął księgę na swoje miejsce i pobiegł ku wyjściu.”
- Dobry pomysł – pochwalił go James
 „Minął Filcha w drzwiach; jego blade, straszne oczy wpatrywały się poprzez niego w ciemność biblioteki. Przemknął pod jego wyciągniętą ręką i pobiegł dalej korytarzem, wciąż mając w uszach ten okropny wrzask.
 Zatrzymał się nagle przed jakąś zbroją. W panicznej ucieczce z biblioteki nie zwrócił w ogóle uwagi, dokąd biegnie.”
- Nie dobrze. Hogwart nocą wygląda zupełnie inaczej niż za dnia – powiedział James. Lily zmarszczyła brwi.
 „Było ciemno i nie miał pojęcia, gdzie się znajduje. Wiedział, że jakaś zbroja stoi w pobliżu kuchni, ale przecież nie schodził w dół, wciąż musiał być pięć pięter wyżej.”
- No i z całą pewnością jest - powiedział Peter. On dobrze wiedział, gdzie się znajduje kuchnia.
„ - Polecił mi pan, panie profesorze, żebym natychmiast pana powiadomił, jeśli ktoś będzie chodził nocą po zamku, a ktoś właśnie był w bibliotece... w dziale Ksiąg Zakazanych.
 Harry poczuł, że krew odpływa mu z twarzy. Filch musiał znać jakieś przejście na skróty, bo jego cichy, oślizgły głos zbliżał się coraz bardziej. A głos, który mu odpowiedział, Harry poznał natychmiast.
 - W dziale Ksiąg Zakazanych? No, daleko nie uciekł, zaraz go złapiemy.
 To był głos Snape’a.”
- Snape? Czy on kiedykolwiek śpi? – zapytał Peter
 „Harry cofnął się najciszej, jak potrafił. Na lewo majaczyły jakieś drzwi.”
- Idź tam – wyszeptała Lily.
- I kto tu teraz mówi do książki! – zawołał James. Rudowłosa się zarumieniła.
 „Namacał klamkę, wstrzymał oddech i poczuł z ulgą, że drzwi ustępują. Wśliznął się do środka przez szparę i zamarł bez ruchu. Filch i Snape poszli dalej, a Harry oparł się o ścianę, oddychając głęboko i nasłuchując oddalających się kroków. Uff! Bardzo niewiele brakowało... Dopiero po chwili rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym znalazł kryjówkę.”
- Ciekawe, gdzie jest? – zapytał Remus.
 „Pokój wyglądał jak nieużywana klasa. Pod ścianami piętrzyły się stosy krzeseł i stolików, dostrzegł też przewrócony do góry nogami kosz na śmieci. Ale było tu również coś, co nie pasowało do całości, coś, co sprawiało wrażenie, jakby ktoś wstawił to tutaj, żeby nie zawadzało.”
- Co to? – spytał zaciekawiony James.  
 „Było to piękne lustro, oparte o ścianę, sięgające aż do sufitu, w bogato zdobionej złotej ramie. Na szczycie ramy widniał napis: AIN EINGARP ACRESO GEWTEL AZ RAWTA WTE IN MAJ IBDO.”
- Eee…  bez sensu – powiedział Syriusz.
 „Kroki Filcha i Snape’a ucichły całkowicie i Harry poczuł, że jest bezpieczny. Zbliżył się do lustra, chcąc jeszcze raz przeżyć to niesamowite wrażenie, kiedy nie widzi się własnego odbicia.
 Stanął przed lustrem i musiał szybko przyłożyć obie dłonie do ust, żeby nie krzyknąć.”
- Ktoś za nim stoi! – wykrzyknęła Lily
- Ma niewidkę. Nie zauważy go – odparł James. Dziewczyna trochę się uspokoiła.
 „Obrócił się gwałtownie, serce waliło mu o wiele mocniej niż wtedy, gdy otworzył wrzeszczącą księgę. Był niewidzialny, a jednak zobaczył swoje odbicie w czarodziejskim płaszczu. I nie tylko swoje. Tuż za sobą ujrzał tłum postaci.”
- Może to lustro odbija tylko niewidzialne osoby – zaproponował Peter
„ Przecież pokój był pusty! Oddychając szybko, odwrócił się powoli do lustra.
 Tak, to był on, jego odbicie. Twarz biała jak papier, przerażona, a za nim... przynajmniej z dziesięć postaci. Spojrzał przez ramię do tyłu - nie zobaczył nikogo. Może oni też są niewidzialni? Może znalazł się w pokoju pełnym niewidzialnych ludzi, a to zaczarowane lustro odbija wszystkich, widzialnych i niewidzialnych?”
- To jakaś hipoteza mruknął Rogacz
 „Znowu spojrzał w lustro. Kobieta, która stała tuż za nim, uśmiechała się i machała do niego ręką. Sięgnął za siebie, ale nie wyczuł niczego. Gdyby naprawdę tam była, musiałby jej dotknąć, ich odbicia znajdowały się bardzo blisko siebie. .. Ale jego ręka natrafiła na pustkę - ta kobieta i ci inni ludzie istnieli tylko w lustrze.”
- To lustro jest dziwne – powiedziała Lily.
„ Kobieta była bardzo piękna. Miała kasztanowe włosy, a jej oczy... Jej oczy są zupełnie jak moje, pomyślał Harry, przysuwając się do lustra.”
- Lily, to ty – powiedział James, ale dziewczyna nie odpowiedziała.
 „Jasnozielone, tego samego kształtu... Dopiero teraz dostrzegł, że kobieta płacze, uśmiecha się przez łzy.”
Lily też już płakała. James przysunął się do niej i mocno przytulił. Zrozumiała, że Harry widzi ją, bo to lustro nie odbijało ludzi tylko ich pragnienia.
 „Stojący obok niej wysoki, chudy, czarnowłosy mężczyzna, objął ją ramieniem.”
Syriusz uśmiechnął się smutno.
 „Miał okulary i bardzo rozczochrane włosy. Sterczały do tyłu tak jak Harry’emu.
 Harry przysunął się tak blisko do lustra, że prawie dotykał nosem swojego odbicia.”
Lily zaszlochała.  
„ - Mamo? - szepnął. - Tato? Lecz oni tylko patrzyli na niego, uśmiechając się smutno.”
Rudowłosa jeszcze mocniej przytuliła się do Rogacz, który również wyglądał jakby miał się popłakać. Syriusz, Remus i Peter przyglądali się tej scenie ze smutnymi minami.
 „Powiódł wzrokiem po twarzach innych ludzi w zwierciadle i ujrzał inne pary takich samych zielonych oczu, inne nosy, tak podobne do jego nosa, a jeden staruszek miał nawet takie same jak on kościste kolana. Patrzył na swoją rodzinę, patrzył na nią po raz pierwszy w życiu.
 Potterowie uśmiechali się i machali do niego rękami, a Harry pochłaniał ich wzrokiem, przyciskając dłonie do lustra, jakby miał nadzieję, że przeniknie przez zimne szkło i znajdzie się między nimi. A w sercu czuł przedziwną mieszaninę radości i dojmującego smutku.”
Lily znowu zaszlochała, tylko trochę głośniej. Po policzku James spłynęła jedna, samotna łza, którą szybko zatarł.
 „Nie wiedział, jak długo tam stał. Odbicia nie bladły, a on patrzył na nie i patrzył, aż gdzieś z daleka dobiegł go jakiś hałas, który pomógł mu wrócić do rzeczywistości. Oderwał oczy od twarzy matki, szepnął: „Wrócę” i wybiegł z pokoju.”
- Niech nie wraca. Jeszcze narobi sobie kłopotów – wyszeptała Lily
 „- Mogłeś mnie obudzić - powiedział ze złością Ron.
 - Możesz iść dziś w nocy, wracam tam, chcę ci pokazać to zwierciadło.
 - Bardzo bym chciał zobaczyć twojego tatę i twoją mamę.
 - A ja chcę zobaczyć całą twoją rodzinę, wszystkich Weasleyów. Będziesz mi mógł pokazać swoich innych braci.
 - Zawsze możesz ich zobaczyć - rzekł Ron. - Wystarczy, że w lecie pojedziemy razem do mojego domu. A w ogóle, może to lustro pokazuje tylko umarłych? Szkoda, że nie znalazłeś niczego o tym Flamelu. Weź trochę bekonu, czy czegoś, dlaczego nic nie jesz?
 „Harry wcale nie miał ochoty na jedzenie. Widział swoich rodziców i zobaczy ich znowu tej nocy. Prawie zapomniał o Flamelu. Straciło to dla niego znaczenie. Kogo obchodzi, czego pilnuje trójgłowy pies? Czy to ważne, że Snape może to wykraść?”
- No, trochę ważne – mruknął Łapa
 „- Hej, nic ci nie jest? - zapytał Ron. - Wyglądasz jakoś dziwnie.
 Teraz Harry bał się tylko jednego: że nie trafi po raz drugi do lustra. Wędrówka pod jednym płaszczem z Ronem też nie była łatwa. Próbowali odtworzyć trasę Harry’ego z biblioteki, ale choć przez godzinę błąkali się po ciemnych korytarzach, nie znaleźli opuszczonej klasy.”
- Niech wracają. Jeszcze narobią sobie kłopotów – odparła Lily.
„ - Piekielnie zmarzłem - powiedział Ron. - Dajmy sobie z tym spokój i wracajmy do naszej wieży.
 - Nie! - szepnął Harry. - Wiem, że to musi być gdzieś tutaj.
 Minęli ducha wysokiej wiedźmy, szybującego w przeciwnym kierunku, ale nikogo więcej nie spotkali. Ron właśnie zaczął jęczeć, że stopy mu zupełnie zdrętwiały z zimna, kiedy Harry dostrzegł zbroję.
 - To tu... o, tutaj... tak!”
- Wiedziałam, że sobie poradzi – powiedział Syriusz z entuzjazmem. Lily jęknęła.
 „Otworzyli drzwi. Harry zrzucił płaszcz z ramion i podbiegł do lustra.
 Byli tam. Jego matka i ojciec rozpromienili się na jego widok.”
 - To smutne – odparła zielonooka.
 „- Widzisz? - szepnął Harry.
 - Nic nie widzę.
 - Patrz! Patrz na nich wszystkich... jest ich tam wielu...
 - Widzę tylko ciebie.
 - Popatrz lepiej, stań tu, gdzie ja. Harry odsunął się na bok, ale teraz widział tylko Rona w jego piżamie w misie.”
- Piżama w misie? – zdziwił się Syriusz i zaśmiał.
„ Ron wpatrywał się jednak w lustro jak urzeczony.
 - Harry, spójrz na mnie!
 - Widzisz całą swoją rodzinę?
 - Nie... jestem sam... ale jakiś inny... wyglądam starzej... i jestem... jestem najlepszy!
 - Co?
 - Jestem... mam odznakę, taką jak miał Bili... i trzymam Puchar Domów... i Puchar Quidditcha... Jestem kapitanem drużyny!”
- Nie jestem pewny czy on się nadaje – powiedział Rogacz. Nie widział Rona w żadnej roli na boisku.  
 „Ron oderwał oczy od tego cudownego widoku i spojrzał na Harry’ego.
 - Myślisz, że to lustro pokazuje przyszłość?
 - Niby jak? Przecież cała moja rodzina nie żyje... poczekaj, spojrzę jeszcze raz...
 - Ty już się napatrzyłeś, pozwól mi jeszcze trochę...
 - Trzymasz Puchar Quidditcha, no i co z tego? A ja chcę zobaczyć moich rodziców.
 - Nie pchaj mnie...
 Niespodziewany hałas na korytarzu zakończył dyskusję. Nie zdawali sobie sprawy, jak głośno rozmawiają.
 - Szybko!”
- Pod niewidkę! – wykrzyknął Rogacz
 „Ron ledwo zdążył narzucić na nich płaszcz, gdy w drzwiach pojawiły się świetliste oczy Pani Norris. Stali nieruchomo, myśląc o tym samym: czy płaszcz działa na koty? Ale po długiej chwili Pani Norris wyszła.”
- Było blisko – sapnął Peter
 „- Nie jest dobrze... - szepnął Ron. - Może poszła po Filcha. Założę się, że nas usłyszała. Idziemy. I wypchnął Harry’ego z pokoju.”
 - Uda im się?- zapytał James
 „Następnego ranka wszystko było nadal pokryte śniegiem.”
- Udało – odpowiedział Peter.
 „- Zagramy w szachy? - zapytał Ron.
 - Nie.
 - Może pójdziemy odwiedzić Hagrida?
 - Nie... Idź sam.
 - Wiem, o czym myślisz, Harry. O tym lustrze. Nie idź tam dziś w nocy.”
- No właśnie, nie idź – poparła Wesleya Lily.
 „- Dlaczego?
 - Nie wiem, mam jakieś złe przeczucie... Za dużo osób tam się kręci. Filch, Snape, teraz Pani Norris. Nie widzą cię, ale przecież w każdej chwili mogą tam wejść. A jak na coś wpadniesz?
 - Mówisz zupełnie jak Hermiona.
 - Mówię poważnie, Harry, nie chodź.”
- No właśnie Harry, nie idź – znów odezwała się Evans
 „Ale Harry myślał tylko o jednym: o powrocie przed zaczarowane zwierciadło. Ron nie był w stanie go powstrzymać.
 „Trzeciej nocy bardzo szybko znalazł drogę. Szedł tak prędko, że jego kroki dudniły w pustym korytarzu, ale tym razem nie spotkał nikogo.
 I znowu zobaczył matkę i ojca, a jeden z jego dziadków pokiwał głową, uradowany. Harry usiadł na podłodze przed lustrem. Nic nie mogło go powstrzymać przed siedzeniem tu przez całą noc razem ze swoją rodziną. Nic.
 Nic prócz...
 - A więc znowu tu wróciłeś, Harry?”
- Mówiłam, że to się źle skończy – jęknęła Evans. James zrobił ponura minę.
 „Harry poczuł się tak, jakby brzuch miał wypełniony lodem. Na jednym ze stolików przy ścianie siedział nie kto inny, jak sam Albus Dumbledore.”
- Będzie dobrze. Dumbledore jest spoko – oznajmił Remus
„ Harry musiał przejść tuż obok niego, tak zafascynowany lustrem, że go nie zauważył.
 - Ja... ja nie widziałem pana, panie profesorze.
 - To dziwne, jak niewidzialność popsuła ci wzrok - rzekł Dumbledore, a Harry poczuł ulgę, bo zobaczył, że profesor się uśmiecha. - Tak więc i ty - dodał, zsuwając się ze stolika i siadając na podłodze obok Harry’ego”
- Widzicie, jest dobrze – powtórzył Lunatyk
„ - jak setki innych przed tobą, odkryłeś rozkosze Zwierciadła Ain Eingarp.
 - Nie wiedziałem, że ono tak się nazywa, panie profesorze.
 - Ale chyba już wiesz, co ono potrafi?
 - No... pokazuje mi moją rodzinę...
 - I twojego przyjaciela Rona jako prymusa.”
- A on skąd wiedział? - zdziwił się Syriusz. Niestety reszta wzruszyła tylko ramionami.
 „- Skąd pan wie.
 - Nie muszę mieć płaszcza, żeby stać się niewidzialnym - powiedział łagodnie Dumbledore. - No dobrze, ale czy już wiesz, co pokazuje nam wszystkim Zwierciadło Ain Eingarp?
 Harry potrząsnął głową.”
- Moim zdaniem pokazuje to co chcemy – stwierdził Peter. Może wszyscy uważali go za głupiego, ale czasami miewał dobre pomysły.
- A ty skąd to wiesz? – zapytał James
- Przypuszczam
„ - Zaraz ci to wyjaśnię. Tylko najszczęśliwszy człowiek na świecie mógłby używać Zwierciadła Ain Eingarp jak zwykłego lustra, to znaczy, że mógłby patrzeć w nie i widzieć swoje normalne odbicie. Teraz już rozumiesz?
 Harry pomyślał, a potem powiedział powoli:
 - Ono pokazuje nam to, czego pragniemy... czego każdy z nas pragnie...”
- To by było logiczne – mruknęła Lily – Harry nigdy nie poznał prawdziwej rodziny, dlatego widzi ją w lustrze.
 „- Tak i nie - odpowiedział spokojnie Dumbledore. - Pokazuje nam ni mniej, ni więcej, tylko najgłębsze, najbardziej utęsknione pragnienie naszego serca. Ty, który nigdy nie znałeś swojej rodziny, widzisz ją całą, stojącą wokół ciebie. Ronald Weasley, który zawsze był w cieniu swoich braci, widzi tylko siebie, ale jako najlepszego z nich wszystkich. To lustro nie dostarcza nam jednak ani wiedzy, ani prawdy. Ludzie tracą przed nim czas, oczarowani tym, co widzą, albo nawet wpadają w szaleństwo, nie wiedząc, czy to, co widzą w zwierciadle, jest prawdziwe lub choćby możliwe.”
- Innymi słowy: to lustro, pod pewnymi względami, jest niebezpieczne – powiedziała Lily.
- A z drugiej bardzo ciekawe – odparł Remus.
„ - Jutro Zwierciadło Ain Eingarp zostanie przeniesione,”
Syriusz jęknął.
 „Harry, a ja proszę cię, żebyś już go nie szukał. Jeśli kiedykolwiek na nie się natkniesz, zostałeś ostrzeżony. Pamiętaj: naprawdę niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach i zapominanie o życiu. A teraz, załóż swój cudowny płaszcz i wracaj do łóżka, dobrze?”
- Skąd on wie o pelerynie? - zapytał zdziwiony James
„ Harry wstał.
 - Panie profesorze... Czy mogę o coś zapytać?
 - Właśnie to zrobiłeś. - Dumbledore uśmiechnął się.”
Wszyscy zamyślili się na chwilę, po czym razem odparli : Oh, no tak!
 „- Ale dobrze, możesz mnie jeszcze o coś zapytać.
 - Co pan profesor widzi, jak patrzy w to lustro?
 - Ja? Widzę siebie trzymającego parę grubych, wełnianych skarpetek.”
- Co?
„ Harry wytrzeszczył oczy.
 - Nigdy się nie ma za dużo skarpetek - powiedział Dumbledore. - Minęło jeszcze jedno Boże Narodzenie, a ja znowu nie dostałem ani jednej pary. Wszyscy wciąż dają mi książki.
 Dopiero kiedy Harry znalazł się z powrotem w łóżku, pomyślał, że profesor Dumbledore mógł mu nie powiedzieć całej prawdy. Ale w końcu, uznał, spychając Parszywka ze swojej poduszki, było to bardzo osobiste pytanie.”
- Rzeczywiście – powiedziała Lily.
- Dumbledore jest super – oznajmił Syriusz. Reszta potwierdziła jego zdanie.
- To koniec rozdziału. Kto następny? - zapytał Lupin
- Ja – odpowiedziała Lily i wzięła od niego książkę.

Szablon