Ostrzeżenie Zgredka
„Harry’emu udało się
nie krzyknąć, ale niewiele brakowało. Mały stwór siedzący na jego łóżku miał
wielkie uszy nietoperza i wyłupiaste zielone oczy wielkości piłek tenisowych.
Harry natychmiast poznał te oczy: to one wpatrywały się w niego z żywopłotu.”
Syriusz westchnął ciężko. Miał tak wielką nadzieję, że to
on.
„ Z dołu dobiegł głos
Dudleya:
- Państwo pozwolą, że wezmę ich płaszcze.
Stwór ześliznął się z łóżka i skłonił tak
nisko, że koniec jego długiego, cienkiego nosa dotknął dywanu. Harry zauważył,
że stwór ma na sobie coś, co przypominało starą poszewkę na poduszkę, z
dziurami na ręce i nogi.”
- To skrzat! – zawołał Peter.
„ - Eee... cześć -
powiedział niepewnie Harry.
- Harry Potter! - zapiszczał stwór tak
przenikliwym głosem, iż Harry był pewny, że słyszą go na dole. - Ach, sir,
Zgredek od tak dawna pragnął pana zobaczyć... Cóż za zaszczyt...”
- Dź-dziękuję - wyjąkał Harry, przemykając się
pod ścianą i siadając przy biurku, tuż obok Hedwigi, która jak zwykle spała w
swojej klatce. Chciał zapytać: „Czym jesteś?”, ale pomyślał, że zabrzmiałoby to
zbyt obcesowo, więc zapytał:
- Kim jesteś?
- Jestem Zgredek, łaskawy panie - odpowiedział
stwór. - Po prostu Zgredek. Domowy skrzat.”
- Zgredek?! – zawołali w tym samym czasie Regulus i Syriusz.
- Znacie go? – zapytał Remus.
- To skrzat Malfoy'ów – odpowiedział Łapa.
„ - Och... naprawdę?
Eee... nie chcę być nieuprzejmy, ale... to niezbyt szczęśliwa pora na
odwiedziny domowego skrzata w mojej sypialni.
Z salonu dobiegł głośny, sztuczny śmiech
ciotki Petunii. Skrzat zwiesił głowę.
- Oczywiście bardzo się cieszę - powiedział
szybko Harry - ale... ee... czy jest jakiś szczególny powód tych odwiedzin?”
To samo pytanie zadawali sobie i oni. Co skrzat
Malfoy'ów robił w sypialni Harry’ego?
„ - Och, tak, łaskawy
panie - odpowiedział duszek. - Zgredek przyszedł, żeby panu powiedzieć, sir...
to dość trudne... Zgredek nie wie, od czego zacząć...
- Usiądź. - Harry wskazał łóżko.”
Regulus cicho jęknął. Dobrze wiedział, że to był błąd ze
strony Harry’ego. Zgredek jest bardzo źle traktowany i zaproponowanie mu żeby
usiadł nie było dobrym pomysłem, zwłaszcza, że miał być cicho.
„ Ku jego
przerażeniu, skrzat wybuchnął płaczem, a robił to bardzo hałaśliwie.
- U-usiądź! - zaszlochał. - Jeszcze nigdy,
nigdy... Harry’emu wydało się, że głosy na dole jakby przycichły.
- Bardzo przepraszam - wyszeptał. - Nie
chciałem cię urazić, naprawdę.”
- Nie uraziłeś go, Harry – przerwała Lily.
„- Urazić?! - zaskrzeczał przenikliwie skrzat.
- Jeszcze nigdy żaden czarodziej nie zaprosił Zgredka, żeby usiadł... jak równy
z równym...
Harry, starając się jednocześnie powiedzieć
„Ciiiicho!” i mieć uprzejmą minę, zdołał nakłonić Zgredka, by usiadł z powrotem
na łóżku, co też skrzat uczynił, nękany głośną czkawką. Przypominał teraz
wielką i bardzo brzydką lalkę. W końcu udało mu się opanować czkawkę i zaczął
wpatrywać się w Harry’ego z niemym zachwytem.
- Chyba nie spotkałeś wielu przyzwoitych
czarodziejów - powiedział Harry, próbując dodać mu otuchy.”
Wszyscy parsknęli. Malfoy'owie i
przyzwoitość to bardzo złe porównanie.
„Zgredek potrząsnął głową. A potem, bez
ostrzeżenia, zeskoczył z łóżka i zaczął walić głową w szybę, wrzeszcząc:
- Zły Zgredek! Niedobry Zgredek!
- Przestań... co ty wyprawiasz! - syknął
Harry, podbiegając do niego i zaciągając go z powrotem na łóżko. Hedwiga
obudziła się z wyjątkowo donośnym skrzekiem i zaczęła tłuc skrzydłami w pręty
klatki.
- Zgredek musi się sam ukarać - oznajmił
duszek mający już lekkiego zeza. - Zgredek o mały włos nie wyraziłby się źle o
swojej rodzinie...”
- A co ci szkodzi! – zawołał James.
„ - O swojej
rodzinie?
- O rodzinie czarodziejów, której Zgredek
służy, sir... Zgredek jest domowym skrzatem... zobowiązanym służyć na wieki
jednemu domowi i jednej rodzinie...
- Oni wiedzą, że tutaj jesteś? - zapytał z
zaciekawieniem Harry.
- Och, nie, sir, nie... Zgredek będzie musiał
ukarać się surowo za to, że tu przyszedł, żeby się zobaczyć z wielmożnym panem,
sir. Za karę Zgredek przytrzaśnie sobie uszy drzwiczkami piekarnika. Gdyby się
dowiedzieli... och, sir...”
Lily pisnęła z przerażenia. Owszem,
czytała o skrzatach i ich złym traktowaniu, ale żeby aż tak.
„- Ale przecież się połapią, jak sobie przy
trzaśniesz uszy drzwiczkami piekarnika...
- Nie sądzę, sir. Zgredek wciąż musi się za
coś karać. Pozwalają mi na to. Czasami nawet mi przypominają...
- Ale dlaczego po prostu nie odejdziesz? Nie
uciekniesz?”
- Bo nie mogą – odpowiedział James.
„- Och, nie, domowy skrzat nie może sam
odejść. Trzeba go odprawić. A ta rodzina nigdy Zgredka nie odprawi... Zgredek
będzie służył tej rodzinie aż do śmierci, sir...
Harry spojrzał na niego ze zdumieniem.
- A ja myślałem, że już nie wytrzymam
następnych czterech tygodni w tym domu - powiedział. - Przy twojej rodzinie
Dursleyowie wydają się prawie przyzwoitymi ludźmi. I nikt nie może ci jakoś
pomóc? Może ja bym mógł?”
- To miłe z jego strony – zagruchała Lily.
- Szkoda tylko, że jest bezradny – westchnął Remus.
„Prawie natychmiast pożałował tych słów. Z ust
Zgredka popłynęła kaskada jękliwych wyrazów wdzięczności.
- Błagam - szepnął gorączkowo Harry. - Trochę
ciszej, proszę. Jeśli Dursleyowie coś usłyszą, jeśli się dowiedzą, że tu
jesteś...
- Harry Potter pyta, czy mógłby pomóc
Zgredkowi... Zgredek słyszał o twojej wielkości, sir, ale nie znał bezmiaru
twojej wspaniałomyślności...”
- Nie wiem, jak was, ale mnie zaczyna ten skrzat denerwować
– odparł Peter.
„Harry poczuł, że płoną mu policzki.
- Kto ci naopowiadał jakichś bzdur o mojej
wielkości? Nie jestem nawet najlepszym uczniem. To Hermiona jest na pierwszym
miejscu, ona...
I urwał, bo sama myśl o Hermionie sprawiła mu
ból.
- Harry Potter jest wielki, dobry i skromny -
rzekł z podziwem Zgredek, a jego wyłupiaste oczy zapłonęły blaskiem. - Harry
Potter nawet nie wspomina o swoim zwycięstwie nad Tym, Którego Imienia Nie Wolno
Wymawiać.”
- Słynny za coś czego nie pamięta – zacytował
Remusa James.
„- Mówisz o Voldemorcie?
Zgredek wetknął sobie pięści do uszu i jęknął:
- Ach, sir, nie wypowiadaj tego imienia! Nie
wypowiadaj go!
- Przepraszam - powiedział szybko Harry. -
Znam wielu, którzy tego nie lubią... mój przyjaciel Ron...
Znowu urwał. Wspomnienie Rona również sprawiło
mu ból.”
- Wydaje mi się, że Zgredek trochę
namieszał i dlatego Harry nie dostaje
listów – oznajmił Syriusz. James spojrzał na niego z lekkim niedowierzaniem.
Czyżby jego przyjaciel znów miał rację.
„Skrzat nachylił się do niego, a oczy mu
płonęły jak dwa reflektory.
- Zgredek słyszał, jak mówiono - zachrypiał -
że Harry Potter spotkał Czarnego Pana po raz drugi, zaledwie parę tygodni
temu... I że Harry Potter znowu wyszedł z tego cało.
Harry kiwnął głową, a w oczach Zgredka nagle
zabłysły łzy.”
- Ach, wielmożny panie! - zaszlochał,
ocierając twarz rogiem poszewki od poduszki, którą miał na sobie. - Harry
Potter jest mężny i odważny! Uniknął już tylu zagrożeń! Ale Zgredek przyszedł,
żeby ostrzec Harry’ego Pottera, tak, nawet jeśli będzie musiał za to
przytrzasnąć sobie uszy drzwiczkami od pieca... Harry Potter nie powinien
wracać do Hogwartu.”
- Dlaczego?! – zapytali wszyscy.
„Zapanowała cisza przerywana tylko szczękaniem
widelców i noży w jadalni oraz odległym dudnieniem głosu wuja Vernona.
- C-cooo? - wyjąkał Harry. - Ale ja tam muszę
wrócić... semestr zaczyna się pierwszego września. Tylko to powstrzymuje mnie
przed ucieczką z tego domu. Nie wiesz, jak tu jest. Ja nie należę do tego domu.
Ja należę do twojego świata... w Hogwarcie.
- Nie, nie, nie - zaskrzeczał Zgredek, kręcąc
tak gwałtownie głową, że uszy mu załopotały. - Harry Potter musi pozostać tam,
gdzie jest bezpieczny. Harry Potter jest za wielki, za dobry, abyśmy go
stracili. Jeśli Harry Potter wróci do Hogwartu, znajdzie się w śmiertelnym
niebezpieczeństwie.”
- Znowu – jęknęła Lily.
- A tak właściwie, jak nazywa się ta książka? – zapytał
James. Regulus rzeczywiście nie przeczytał istotnej rzeczy. Spojrzał na okładkę
i powiedział. – „Harry Potter i Komnata Tajemnic”. – Lily i Remus pobladli na
twarzach.
- Lily, wszystko gra? - zapytał James z troską w głosie.
- Nigdy nie słyszeliście o Komnacie Tajemnic? - zapytał ich Remus. W odpowiedzi pokręcili przecząco głowami.
- Salazar Slytherin stworzył Komnatę Tajemnic zanim opuścił
szkołę – zaczęła Lily.
- Podobno w środku jest jakiś wielki potwór – dodał Remus.
- Ale gdzie znajduje się ta Komnata? – zapytał Peter.
- O to właśnie chodzi, że nikt nie wie! – zawołała Lily.
- Hogwart przeszukiwali najpotężniejszych czarodzieje i
żaden jej nie znalazł – dopowiedział Lunatyk.
- Czyli, że Harry… - James jęknął.
- Na to wygląda – szepnął Syriusz.
„ - Dlaczego? -
zapytał Harry, zupełnie zbity z tropu.
- Tam jest spisek. Spisek, który ma na celu
coś strasznego. Jeśli się powiedzie, w tym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa
stanie się coś strasznego - wyszeptał Zgredek, dygocąc na całym ciele. -
Zgredek wie o tym od paru miesięcy, sir. Harry Potter nie może narażać się na
pewną zgubę. Harry Potter jest zbyt ważną osobą!
- O czym ty mówisz? - zapytał Harry. - Jakie
straszne rzeczy? Kto spiskuje?”
- Snape! To na pewno on! – zawołał James. Lily rzuciła w
niego poduszką.
„Zgredek wydał z siebie dziwny odgłos, jakby
się czymś dławił, po czym zaczął walić głową w ścianę.
- No dobra! - krzyknął Harry, łapiąc skrzata
za ramię, by go powstrzymać. - Nie wolno ci powiedzieć, rozumiem. Ale dlaczego
mnie ostrzegasz? - Nagle wpadła mu do głowy niezbyt miła myśl. - Zaraz,
zaraz... czy to ma coś wspólnego z Vol... z Sam-Wiesz-Kim? Możesz po prostu
potrząsnąć albo kiwnąć głową - dodał pospiesznie, widząc, że głowa Zgredka
znowu zbliża się niebezpiecznie do ściany.
Zgredek powoli pokręcił głową.”
Panna Evans głośno wypuściła powietrze.
„- Nie... to nie Ten, Którego Imienia Nie
Wolno Wymawiać.
Ale wciąż wytrzeszczał oczy, jakby chciał dać
Harry’emu coś do zrozumienia. Harry nie miał jednak zielonego pojęcia, o kim
mowa.
- On chyba nie ma brata, co?
Zgredek potrząsnął głową i jeszcze bardziej
wytrzeszczył oczy.
- No to nie wiem, kto jeszcze mógłby dokonać
jakichś strasznych rzeczy w Hogwarcie - powiedział Harry. - Przecież tam jest
Dumbledore... chyba wiesz, kto to jest Dumbledore, co?”
- A kto by nie wiedział – odparł z ironią
w głosie Syriusz.
„Skrzat skinął głową.
- Zgredek dobrze wie, sir. Albus Dumbledore
jest największym dyrektorem, jakiego miał Hogwart. Zgredek słyszał, że moc
Dumbledore’a równa jest mocy Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, nawet u
szczytu jego potęgi. Ale... sir - zniżył głos do natarczywego szeptu - są moce,
których nawet Dumbledore nie... moce, których żaden przyzwoity czarodziej
nie...
I zanim Harry zdążył go powstrzymać, zeskoczył
z łóżka, chwycił z biurka lampę i zaczął się nią okładać po głowie, wydając z
siebie ogłuszające wrzaski. Na dole nagle zaległa cisza. Dwie sekundy później
Harry usłyszał dochodzące z przedpokoju kroki wuja Vernona i jego głos:
- Ach, ten nieznośny Dudley znowu nie wyłączył
telewizora!”
- Szybko! Schowaj skrzata! – zawołał James.
„ - Szybko! Schowaj
się! - syknął Harry, wpychając Zgredka do szafy, zamykając za nim drzwi i
rzucając się na łóżko w ostatniej chwili, kiedy poruszyła się klamka w drzwiach
pokoju.
- Co ty... do diabła... wyprawiasz? - zapytał
wuj Vernon przez zaciśnięte zęby, zbliżając nabiegłą krwią twarz do twarzy
Harry ego. - Właśnie zniszczyłeś mi puentę najlepszego dowcipu o japońskim
graczu w golfa... Jeszcze jeden dźwięk, a pożałujesz, że się urodziłeś,
przeklęty bachorze!
I wyszedł z pokoju, starając się nie robić
hałasu.”
- Ja się nie będę denerwować, nie będę, ani trochę –
powtarzał James w kółko ze sztucznym uśmiechem.
„Harry, trzęsąc się cały, wypuścił Zgredka z
szafy.
- Widzisz, jak tu jest? Już rozumiesz, dlaczego
muszę wrócić do Hogwartu? To jedyne miejsce, w którym mam... no, myślę, że mam
przyjaciół.
- Przyjaciół, którzy nawet nie napiszą do
Harry’ego Pottera? - zapytał chytrze skrzat.”
- A on skąd wie? – zapytał Peter.
- Mówiłem – odparł Łapa.
„ - Myślę, że są po
prostu... zajęci - odrzekł Harry ze złością. - A ty skąd wiesz, że moi
przyjaciele do mnie nie piszą?
Zgredek przestąpił dwa razy z nogi na nogę.
- Niech się Harry Potter nie złości na
Zgredka... Zgredek zrobił to dla jego dobra...
- Zatrzymywałeś moje listy?
- Zgredek ma je tutaj - odpowiedział duszek.
Odsunąwszy się od Harry’ego na bezpieczną odległość, wyjął gruby plik kopert z
poszewki na poduszkę, w którą był odziany. Harry poznał z daleka kaligrafię
Hermiony, niedbałe pismo Rona, a nawet jakieś gryzmoły, które mogły być pismem
gajowego Hogwartu, Hagrida.”
- Wiedziałem, że nie mogliby go tak
opuścić – powiedział z ulgą James.
„ Zgredek zerknął z
niepokojem na Harry’ego.
- Niech się Harry Potter nie gniewa... Zgredek
miał nadzieję... no, jeśli Harry Potter pomyśli, że jego przyjaciele o nim
zapomnieli... może nie zechce wrócić do szkoły...
Harry nie słuchał. Wyciągnął szybko rękę,
chcąc mu wyrwać listy, ale Zgredek jeszcze szybciej odskoczył.
- Harry Potter je dostanie, jeśli da Zgredkowi
słowo, że nie wróci do Hogwartu. Ach, jaśnie wielmożny czarodzieju, tam czeka
cię straszliwe niebezpieczeństwo! Powiedz, że tam nie wrócisz!
- Nie - powiedział Harry ze złością. - Oddaj
mi listy od moich przyjaciół!”
- Co za głupi skrzat – warknęła pod nosem Lily.
„- A więc Harry Potter nie pozostawia
Zgredkowi wyboru - rzekł ponuro duszek.
I zanim Harry zdążył się ruszyć z miejsca,
podbiegł do drzwi, otworzył je i zbiegł po schodach. Harry’emu zaschło w
ustach, żołądek podskoczył mu do gardła, ale rzucił się za nim w pogoń,
starając się nie robić hałasu. Przeskoczył przez ostatnie sześć stopni,
wylądował jak kot na dywanie i rozejrzał się, szukając Zgredka. Z jadalni
dobiegł go głos wuja Vernona: „...niech pan opowie Petunii tę zabawną historię
o amerykańskich hydraulikach, panie Mason, bardzo chciała ją usłyszeć...””
- Hydra…co? – zapytał Peter. Lily
pokręciła głową z bezradności, a Remus zaczął po cichu tłumaczyć przyjacielowi,
kto to jest hydraulik.
„ Harry przebiegł
przez przedpokój, wpadł do kuchni i poczuł, że po prostu nie ma już żołądka.
Wspaniała legumina ciotki Petunii unosiła się
pod sufitem. Na szczycie kredensu siedział Zgredek.
- Nie - zachrypiał Harry. - Błagam cię... oni
mnie zabiją...
- Harry Potter musi przyrzec, że nie wróci do
szkoły...
- Zgredku... błagam...
- To proszę to przyrzec.
- Nie mogę!
Zgredek spojrzał na niego z żalem.
- Więc Zgredek musi to zrobić. Dla dobra
Harry’ego.”
- On chyba nie chce – zapytał niepewnie
Syriusz.
„Legumina spadła na podłogę z okropnym
łoskotem. Krem obryzgał ściany i szyby w oknach. Po chwili rozległ się donośny
trzask, jakby ktoś strzelił z bata, i Zgredek zniknął. W pokoju jadalnym
rozległy się krzyki i po chwili do kuchni wpadł wuj Vernon. Harry stał
pośrodku, nie mogąc ruszyć się z miejsca, cały umazany legumina ciotki Petunii.
Z początku wydawało się, że wuj Vernon zbagatelizuje to wydarzenie („To tylko
nasz siostrzeniec... okropnie nerwowy... obcy ludzie wyprowadzają go z
równowagi, więc trzymamy go na górze”). Zagonił zszokowanych Masonów z powrotem
do pokoju jadalnego, przyrzekł Harry’emu, że obedrze go ze skóry, i wręczył mu
mopa. Ciotka Petunia wygrzebała z lodówki jakieś lody, a Harry, wciąż dygocąc,
zaczął doprowadzać kuchnię do porządku.”
- To nie jego wina! – krzyknął Regulus.
„Wuj Vernon miałby jeszcze szansę zawarcia
transakcji życia - gdyby nie sowa. Ciotka Petunia właśnie częstowała wszystkich
miętowymi pralinkami, kiedy przez okno jadalni wpadła wielka sowa uszata,
upuściła list prosto na głowę pani Mason i wyleciała. Pani Mason wrzasnęła jak
upiór i wybiegła z domu, wykrzykując coś o wariatach. Pan Mason został jeszcze
przez chwilę, żeby powiedzieć Dursleyom, że jego żona panicznie boi się
wszelkich ptaków, i zapytać, czy uważają to za dowcipne. Harry stał w kuchni,
ściskając w ręku kij mopa, kiedy wuj Vernon zbliżył się do niego z diabelskim
błyskiem w małych oczkach.
- Przeczytaj to! - syknął mściwie, wyciągając
do niego list, który dostarczyła sowa. - No, dalej, czytaj!”
- Jeżeli to jest z Ministerstwa, to… - Lily
nie dokończyła zdania. Głos uwiązł jej w gardle.
„Harry wziął list. Nie były to życzenia
urodzinowe.
Szanowny Panie Potter,
z naszego poufnego źródła
otrzymaliśmy właśnie wiadomość, że tego wieczoru, o godzinie dziewiątej
dwadzieścia, w miejscu Pańskiego przebywania użyto Zaklęcia Swobodnego Zwisu.
Jak Pan wie, niepełnoletnim
czarodziejom nie wolno używać czarów poza szkołą. Dalsze takie poczynania mogą
doprowadzić do usunięcia Pana z rzeczonej szkoły (Ustawa o Uzasadnionych
Restrykcjach wobec Niepełnoletnich Czarodziejów, 1875, paragraf C.)
Pragniemy również Panu
przypomnieć, że wszelka działalność magiczna, która mogłaby być zauważona przez
obywateli pozamagicznych (mugoli) stanowi poważne wykroczenie, zgodnie z 13
rozdziałem Zasad Tajności Międzynarodowej Konfederacji Czarodziejów.
Życzę udanych wakacji!
Z wyrazami szacunku
Mafalda Hopkirk
WYDZIAŁ NIEWŁAŚCIWEGO UŻYWANIA
CZARÓW
Ministerstwo Magii”
- Przynajmniej go nie wyrzucili – powiedział Lily. Bardzo
jej ulżyło.
„Harry podniósł głowę znad listu i głośno
przełknął ślinę.
- Nie powiedziałeś nam, że nie wolno ci używać
czarów poza szkołą - rzekł wuj Vernon, a w jego oczach tańczyły iskierki
szaleństwa. - Pewno zapomniałeś... wyleciało ci to z pamięci...
Rzucił się na Harry’ego z obnażonymi zębami,
jak wielki buldog.
- No więc ja też mam dla ciebie wiadomość,
chłopcze... Zamykam cię... Już nigdy nie wrócisz do tej szkoły... nigdy... A
jeśli spróbujesz uwolnić się za pomocą magii... sami cię wyrzucą!
I chichocąc jak wariat, zaciągnął Harry’ego na
górę.”
- CO!!
- Powinni go zamknąć w psychiatryku! – powiedział James.
Miał się nie denerwować, ale zbytnio mu to nie wychodziło.
„Wuj Vernon nie rzucał pogróżek na wiatr.
Następnego ranka sprowadził ślusarza, który wprawił kraty w okno sypialni
Harry’ego.”
- Regulus, to żart, prawda? – zapytała z nadzieja w głosie
rudowłosa. Jednak młodszy Black spojrzał na nią ze współczuciem i pokręcił
przecząco głową. - Pożałują, że się urodzili - warknęła.
„Sam zrobił w drzwiach małą klapkę, jaką zwykle
robi się dla kota, aby można było przez nią podawać małe ilości jedzenia. Odtąd
wypuszczano Harry’ego tylko dwa razy dziennie, rano i wieczorem, żeby
skorzystał z łazienki.”
- Syriusz! – krzyknął nagle James.
- Co? – Black spojrzał na niego.
- Gdzie ty jesteś?!
- Też chciałbym to wiedzieć! – odpowiedział.
- Możecie się uspokoić! – krzyknął Remus. – Wiem, że wam się
to niepodobna, mnie też, ale ktoś wysłał nam te książki po to, aby do tego nie
doszło. Jestem pewny, że gdzieś będzie wspomniane co nie co o naszej
przyszłość. Teraz nie mamy innego wyboru niż czytać. – Powiedział ze stoickim
spokojem wilkołak. Wszyscy posłusznie skinęli głowami.
„Trzy dni później nic nie wskazywało, by
Dursleyom zmiękły serca i Harry zrozumiał, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia.
Leżał na łóżku, patrząc przez kraty na zachodzące słońce, i zastanawiał się
smętnie, jaka go czeka przyszłość. Co mu przyjdzie z uwolnienia się z sypialni
za pomocą czarów, skoro wyrzucą go za to z Hogwartu? Z drugiej strony, dalsze
życie w domu przy Privet Drive stało się nie do zniesienia. Odkąd Dursleyowie
upewnili się, że nie obudzą się zamienieni w nietoperze, utracił swoją jedyną
broń. Zgredek może i ustrzegł go przed strasznymi wydarzeniami w Hogwarcie, ale
wszystko wskazywało na to, że tutaj czeka go po prostu śmierć z głodu.”
- Nie, nie, nie. Przecież Ron albo Hermina skapną się, że
coś jest nie tak i przyjdą do niego – pocieszał siebie samego James.
„ Klapka w drzwiach
zagrzechotała i pojawiła się ręka ciotki Petunii z miską zupy z puszki.
Harry’emu żołądek skręcał się z głodu, więc zeskoczył z łóżka i porwał miskę.
Zupa była zimna, ale wypił połowę jednym łykiem. Potem podszedł do klatki
Hedwigi i zgarnął rozmokłe jarzyny do jej pustej miseczki. Nastroszyła pióra i
spojrzała na niego z głęboką odrazą.
- Nie ma co odwracać dzioba, to wszystko, co
mamy - powiedział ponuro Harry.”
W głowie Lily trwała zacięta wojna jej
własnych myśli. Z jednej strony chciała zrobić coś swojej siostrze, a z drugiej
przypominała sobie słowa Remusa. Mogą to zmienić. Tylko jak?
„Postawił pustą miskę przy drzwiach i opadł z
powrotem na łóżko, czując, że jest jeszcze bardziej głodny niż przed wypiciem
zupy. Założywszy, że za cztery tygodnie będzie jeszcze żywy, co się stanie,
jeśli nie stawi się w Hogwarcie? Czy wyślą kogoś, żeby sprawdzić, dlaczego nie
przyjechał? Zdołają przekonać Dursleyów, żeby go wypuścili?”
- Dumbledore na pewno by tu przyszedł –
odparł Syriusz.
„W pokoju robiło się coraz ciemniej.
Wyczerpany, czując, jak mu okropnie burczy w brzuchu, przeżuwając wciąż i wciąż
te same pytania, na które nie było odpowiedzi, w końcu zasnął. Śniło mu się, że
siedzi w klatce w zoo. Na klatce była tabliczka: NIEPEŁNOLETNI CZARODZIEJ.
Ludzie wytrzeszczali na niego oczy przez kraty, kiedy tak leżał na kupce słomy,
wygłodniały i słaby. W tłumie zobaczył twarz Zgredka i zawołał do niego,
błagając o pomoc, ale Zgredek odpowiedział: „Harry Potter jest tutaj
bezpieczny, sir!” i zniknął. A potem pojawili się Dursleyowie i Dudley zabębnił
kijem po kratach, naśmiewając się z niego.”
Lily posmutniała, a James zacisnął mocniej
pięści i szczękę, żeby przez przypadek nie powiedzieć czegoś głupiego.
„- Przestań - wymamrotał Harry, bo bębnienie
huczało mu w obolałej głowie. - Zostaw mnie w spokoju... przestań... próbuję
się zdrzemnąć...
Otworzył oczy. Przez kraty w oknie świecił
księżyc. I ktoś naprawdę wytrzeszczał na niego oczy zza krat: ktoś piegowaty,
rudowłosy, z długim nosem...
Zza okna patrzył na niego Ron Weasley.”
- Ron! – wykrzyknęli wszyscy z entuzjazmem. Tylko Syriusz
trochę posmutniał. Znów miał nadzieję, że to on. Jednak nadzieja gasła i coraz
częściej miał wrażenie, że znajduje się po tamtej stronie.
- Koniec rozdziału – oznajmił Regulus
- Mogę dalej? - spytała Lily. Reg podał jej książkę. Czytali
dalej.