sobota, 5 października 2013

Rozdział czternasty

 NORWESKI SMOK KOLCZASTY


 „A jednak wszystko wskazywało, że Quirrell wcale nie jest takim ciamajdą i tchórzem, na jakiego wyglądał.”

W tym momencie Syriusz parsknął śmiechem.

 „W ciągu najbliższych tygodni robił się coraz bledszy i chudszy, ale nic nie wskazywało, by się załamał i poddał. Za każdym razem, kiedy przechodzili obok korytarza na trzecim piętrze, Harry, Ron i Hermiona przykładali uszy do drzwi, żeby sprawdzić, czy Puszek wciąż za nimi powarkuje. Snape chodził po szkole z wściekłą miną, co oznaczało, że Kamień nadal tam jest. Harry, mijając Quirrella, obdarzał go uśmiechem, chcąc dodać mu otuchy, a Ron zaczął przekonywać kolegów, że to nieładnie wyśmiewać się z czyjegoś jąkania.”

- Po jakie licho go pocieszają? – zapytał James. Quirrell był dla niego bardzo podejrzany i nic tego zdania nie mogło zmienić.
- Po prostu chcę być mili – odpowiedziała Lily.

 „Jeśli chodzi o Hermionę, to Kamień Filozoficzny nie był jej jedynym zmartwieniem. Zaczęła opracowywać szczegółowe plany powtórki z różnych przedmiotów i podkreślać swoje notatki różnymi kolorami. Harry i Ron stukali się w czoło, ale ona wciąż ich męczyła, żeby robili to samo.”

- To jest bardzo pomocne – oburzyła się Lily.

 „- Ależ Hermiono, mamy jeszcze kupę czasu do egzaminów.
 - Dziesięć tygodni - odpowiedziała sucho Hermiona. - I wy to nazywacie kupą? Dla Nicolasa Flamela to zaledwie sekunda.”

- Nie. Jesteś. Nicolasem. Flamelem – powiedział Syriusz do książki. Reszta zaczęła się śmiać.

„ - Ale my nie mamy sześciuset lat - przypomniał jej Ron. - Zresztą, po co się tego wszystkiego uczysz? Przecież już to umiesz.
 - Po co się uczę? Zwariowałeś? Czy do ciebie nie dociera, matołku, że musimy zdać te egzaminy, jeśli chcemy przejść na drugi rok? To bardzo ważne, powinnam była zacząć uczyć się miesiąc temu, naprawdę, sama nie wiem, co się ze mną dzieje...
 Niestety, wyglądało na to, że nauczyciele myślą bardzo podobnie jak ona.”

- Przecież to bezsensu - odezwał się Peter. – Po co uczyć się do egzaminu, który jest za parę miesięcy.
James i Syriusz podzielali jego zdanie. Lily i Remus nie.

„ Zadawali im tyle prac domowych, że ferie wielkanocne nie były już tak przyjemne jak bożonarodzeniowe. Trudno było się odprężyć, kiedy miało się koło siebie Hermionę recytującą na głos dwanaście sposobów wykorzystania smoczej krwi albo ćwiczącą ruchy różdżką. Harry i Ron spędzali większość wolnego czasu razem z nią w bibliotece, jęcząc, ziewając i starając się jakoś przebrnąć przez wszystkie dodatkowe zajęcia.”

- Jak bym widziała was – powiedziała Lily i pokazała na huncwotów. Oni przewrócili oczami.

 „- Nigdy tego nie zapamiętam - wybuchnął Ron pewnego popołudnia, odrzucając ze złością pióro i patrząc tęsknie w okno biblioteki. Był pierwszy naprawdę pogodny dzień od wielu miesięcy. Niebo było czyste, niezapominajkowe niebieskie i czuło się nadchodzącą wiosnę.
 Harry, który ślęczał nad „Dyptamem” w księdze Tysiąc magicznych ziół i grzybów, nie podniósł głowy aż do chwili, gdy usłyszał, jak Ron mówi:
 - Hagrid! Co ty robisz w bibliotece?”

- Co on tam robi? – zapytał Remus.
- Przerywaj mi, przerywaj, a się dowiesz – warknął Syriusz. Lunatyk się zarumienił.

 „Hagrid podszedł do nich, ukrywając coś za plecami. Wyglądał bardzo nie na miejscu w swojej kurtce ze skórek kretów.
 - A... tak sobie chodzę i patrzę - odpowiedział głosem, który natychmiast obudził w nich zainteresowanie. - A wy co robicie? - Nagle obrzucił ich podejrzliwym spojrzeniem. - Chyba nie szukacie wciąż Nicolasa Flamela, co?
 - Och, już dawno go znaleźliśmy - odpowiedział Ron lekceważącym tonem. - I wiemy, czego pilnuje ten pies. To Kamień Filo...”

- Ron, powinien nauczyć się trzymać język za zębami – stwierdził James.

 „- Ciiiicho! - Hagrid rozejrzał się szybko, sprawdzając, czy nikt ich nie słucha. - Przestań o tym trąbić! Co jest z tobą?”

- No właśnie! Co z tobą jest?

 „- Prawdę mówiąc, brakuje nam jeszcze odpowiedzi na kilka pytań - powiedział Harry. - Na przykład, co jeszcze strzeże Kamienia oprócz Puszka...
 - CIIICHO! - powtórzył Hagrid. - Słuchajcie... przyjdźcie do mnie później, nie obiecuję, że coś wam powiem, ale przestańcie węszyć i ryć, uczniowie nie mają prawa o tym wiedzieć. Jeszcze pomyślą, że to ja wam powiedziałem ...
 - No, to do wieczora - pożegnał go Harry. Hagrid odszedł, szurając po posadzce swoimi ciężkimi butami.”

- Ale oni wiedzą, że i tak im nic nie powie?- zapytał Remus. Dla niego było oczywiste, że gajowy nie piśnie nawet słówka, a jak powie to za dużo.

„- Co on tam chował za plecami? - zapytała Hermiona.
 - Myślisz, że to ma coś wspólnego z Kamieniem?
 - Zaraz zobaczę, który dział go zainteresował - oznajmił Ron, który miał już serdecznie dość nauki. Wrócił po minucie ze stertą książek w ramionach i złożył je na stole.
 - Smoki! - wyszeptał, podniecony. - Hagrid szukał czegoś o smokach! Zobaczcie: Gatunki smoków w Wielkiej Brytanii i Irlandii; Od jaja dopiekła; Poradnik hodowcy smoków.
 - Hagrid zawsze chciał mieć smoka, powiedział mi o tym, kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy.”

- Hagrid ma smoka – jęknęła Lily.  

„ - Ale przecież to jest sprzeczne z prawem - rzekł Ron. - Hodowanie smoków zostało zabronione przez Konwencję Czarodziejów z 1709 roku, wszyscy o tym wiedzą. Tylko mugole są nadal przekonani, że każdy z nas trzyma smoka w ogródku... Zresztą i tak nie można oswoić smoka, to bardzo niebezpieczne. Żebyście widzieli, jak Charliego poparzyły dzikie smoki w Rumunii...
 - Ale chyba w Anglii nie ma dzikich smoków? - zapytał Harry.”

- Pewnie, że są – odpowiedział Remus.

„ - Ależ są, oczywiście! Zwykłe walijskie zielone i czarne hybrydzkie. Ministerstwo Magii ma z nimi dużo kłopotów, naprawdę. Muszą wciąż rzucać zaklęcia na mugoli, którzy zobaczyli smoka... No wiesz, żeby o tym zapomnieli ...
 - Więc co chodzi Hagridowi po głowie? - zapytała Hermiona."

- Też stawiam, że Hagrid jakimś cudem dostał smoka – powiedział James.

 „Kiedy godzinę później zapukali do drzwi chatki gajowego, zaskoczyło ich, że wszystkie zasłony są zasunięte. Hagrid podszedł do drzwi, zawołał: „Kto tam?”, wpuścił ich dopiero wtedy, kiedy się upewnił, że to oni, a potem szybko zaniknął drzwi.”

Lily zmarszczyła brwi.

 „W środku było okropnie gorąco. Pomimo że dzień był wyjątkowo ciepły, na kominku płonął wielki ogień. Hagrid nalał im herbaty i zaproponował kanapki z mięsem gronostaja, ale grzecznie odmówili.
 - No więc... tego... chcieliście mnie o coś zapytać, tak?
 - Tak - rzekł Harry, który uznał, że nie ma sensu owijać sprawy w bawełnę. - Zastanawialiśmy się, czy nie mógłbyś nam powiedzieć, co strzeże Kamienia Filozoficznego oprócz Puszka.”

 - Bo wam powie – mruknęła Evans.
- A może powie – odparł Rogacz.
- Wątpię – wtrącił Remus.

„ Hagrid zmarszczył czoło.
 - No pewnie, że nie mogę. Po pierwsze, sam nie wiem. Po drugie, za dużo już wiecie, więc i tak bym wam nie powiedział. Kamień jest dobrze strzeżony i, jak wiecie, nie bez powodu. Mało brakowało, a wykradliby go z podziemi Gringotta... O tym to już chyba sami wiecie, co? Tylko... niech skonam, jak się dowiedzieliście o Puszku?”

- Hmm… pomyślmy – powiedział James i zaczął udawać, że się zastanawia – Ach, no tak! Może po prostu poszli na zakazany korytarz!
- Ale wiesz, że to nie było śmieszne – odparła Lily.
- Tak, wie… ej!
Wszyscy się zaśmiali oprócz Rogacza.

„ - No dobra, Hagridzie, możesz nie chcieć nam powiedzieć, ale dobrze wiemy, że wiesz. Przecież ty wiesz o wszystkim, co tu się dzieje - powiedziała Hermiona ciepłym, przymilnym głosem. Hagridowi broda się zatrzęsła, jakby zachichotał. - My tylko się zastanawiamy, kto zorganizował całą tę ochronę. Zastanawialiśmy się, komu Dumbledore najbardziej ufa, oczywiście poza tobą.
 Po ostatnim zdaniu Hagrid wypiął pierś. Harry i Ron spojrzeli z podziwem na Hermionę.”

- Chyba zacznę ją lubić – oznajmił Syriusz.

„ - No cóż... chyba nie zaszkodzi, jak wam powiem, że... no... zaraz... no więc on pożyczył ode mnie Puszka... a potem niektórzy z profesorów rzucili zaklęcia... Profesor Sprout... Profesor Flitwick... Profesor McGonagall... - wyliczał na palcach - Profesor Quirrell... no i sam Dumbledore też coś od siebie dorzucił. A niech to, o kimś zapomniałem... No tak, profesor Snape.
 - Snape?
 - Tak... A wy wciąż o tym samym, co? Słuchajcie, Snape pomógł w bezpiecznym ukryciu Kamienia, więc nie może zamierzać go wykraść, to chyba jasne, nie?”

- No właśnie nie za bardzo – powiedział Peter.
- Snape może wiedzieć jak przejść swoją zagadkę, ale nie wie jak przejść zagadki innych nauczycieli – odparł James.
- Albo wie jak przejść wszystko oprócz puszka – dodał Remus.

 „Harry wiedział, że Ron i Hermiona myślą to samo, co on. Jeśli Snape uczestniczył w bezpiecznym ukryciu Kamienia, to mógł się dowiedzieć, jakich zaklęć użyli inni profesorowie. Wskazywałoby to, że znał wszystkie zaklęcia prócz tego, które rzucił Quirrell. No i nie wiedział, jak unieszkodliwić Puszka.
 - Tylko ty jeden wiesz, jak przejść koło Puszka, prawda, Hagridzie? - zapytał Harry. - I nie powiedziałbyś nikomu, prawda? Nawet któremuś z profesorów?
 - O tym wiem tylko ja jeden, no i Dumbledore - oświadczył z dumą Hagrid.”

- Dzięki Bogu – powiedział Syriusz i wypuścił spokojnie powietrze

„ - No, to już jest coś - mruknął Harry do dwójki przyjaciół. - Hagridzie, może byś otworzył okno? Tutaj można się ugotować.
 - Bardzo mi przykro, Harry, ale nie mogę. Harry zauważył, że Hagrid zerknął na ogień, więc sam tani spojrzał.
 - Hagridzie... co to jest?
 Ale nie musiał pytać. W samym środku ognia, pod kociołkiem, spoczywało wielkie czarne jajo.”

- Nie! – jęknęli wszyscy głośno.

„ - Ach, to... - odrzekł Hagrid, szarpiąc nerwowo brodę. - To jest ee... no...
 - Skąd to masz, Hagridzie? - zapytał Ron, kucając przy kominku, żeby lepiej jajo obejrzeć. - Musiało kosztować majątek.
 - Wygrałem - wyznał Hagrid. - Wczoraj wieczorem. Wybrałem się do wioski, żeby wypić parę szklaneczek, no i zagrałem sobie w karty z jakimś nieznajomym. Niech skonam, ale chyba z ulgą się tego pozbył.”

- Większość ludzi chciałaby się pozbyć smoka – powiedział Remus.
-Nie wierzę, że Hagrid jest aż tak nieodpowiedzialny – mruknęła Lily.

„ - Ale co z nim zrobisz, jak się wylęgnie? - zapytała Hermiona.
 - No... trochę już czytałem na ten temat - odrzekł Hagrid, wyciągając grubą księgę spod poduszki. - Wziąłem to z biblioteki... Hodowanie smoków dla przyjemności i dla zysku... Trochę przestarzałe, ale wszystko tu jest. Jajo trzeba trzymać w ogniu, bo matki ogrzewają je oddechem, a kiedy maleństwo się wylęgnie, karmi się je koniakiem zmieszanym z krwią kurczaków. Wiaderko co pół godziny.”

- Czy tylko mi się zrobiło nie dobrze? – zapytał Syriusz lekko zielony na twarzy.
- Tak– odpowiedziała reszta.

 „O, i popatrzcie tutaj... jak rozpoznawać różne jaja... To, co ja mam, to norweski smok kolczasty. Są bardzo rzadkie.”

- I niebezpieczne! – dodała Lily. Czytała o smokach, a norweski smok kolczasty jest jednym z najniebezpieczniejszych gatunków.

 „Sprawiał wrażenie bardzo z siebie zadowolonego, czego nie można było powiedzieć o Hermionie.
 - Hagridzie, przecież ty mieszkasz w drewnianym domku! Ale Hagrid nie słuchał. Nucił coś, uradowany, pod nosem, dorzucając drew do ognia. Tak więc teraz mieli już coś, o co mogli się naprawdę martwić: co się stanie z Hagridem, kiedy ktoś odkryje, że w swojej chatce ukrywa nielegalnie smoka.
 - Już zapomniałem, jak to jest, kiedy się wiedzie spokojne życie - wzdychał Ron, kiedy wieczór za wieczorem ślęczeli nad dodatkowymi pracami domowymi. Hermiona zaczęła już opracowywać konspekty również dla nich, co doprowadzało ich do szału.
 „A potem, któregoś ranka, Hedwiga przyniosła Harry’emu list od Hagrida. Na pomiętej karteczce napisane były tylko dwa słowa: Wykluwa się.”

- Merlinie! – jęknęli wszyscy.

 „Ron zamierzał zwiać z zielarstwa i pędzić do chatki. Hermiona nie chciała o tym słyszeć.
 - Hermiono, przecież to jedyna w życiu okazja, żeby zobaczyć, jak wykluwa się smok!
 - Mamy lekcje, wpadniemy w kłopoty, a to jeszcze nic w porównaniu z tym, co stanie się z Hagridem, jak ktoś odkryje, co on tam robi...
 - Przestań! - szepnął Harry.
 Malfoy zatrzymał się o kilka stóp od nich, wyraźnie podsłuchując. Co usłyszał? Harry’emu bardzo się nie podobał wyraz jego twarzy.”

- Wredny, mały gnojek! – warknął Syriusz..

„ W drodze na lekcję zielarstwa Ron i Hermiona kłócili się przez cały czas i w końcu Hermiona zgodziła się pobiec z nimi do Hagrida podczas przerwy na lunch. Kiedy zaczął bić dzwon, oznajmiając koniec lekcji, rzucili szpadle i popędzili przez park na skraj lasu. Hagrid powitał ich, zaczerwieniony i bardzo przejęty.
 - Już prawie wylazł.”

- Byłoby lepiej, gdyby został w tym jaju i nigdy z niego nie wyłaził – wtrącił Peter.

 „Jajo leżało na stole, całe popękane. W środku coś się ruszało i stukało. Przysunęli sobie krzesła do stołu i wpatrzyli się w jajo, wstrzymując oddech.
 „Nagle rozległ się chrobot, potem trzask i jajo rozpękło się na trzy części. Na stół wypadło smocze pisklę. Nie było piękne: Harry’emu przypominało zniszczony czarny parasol. Kolczaste skrzydła były o wiele większe od chudego, czarnego tułowia, z którego sterczał łeb z długim ryjkiem, zaczątkami rogów i wyłupiastymi, pomarańczowymi ślepiami.”

- Kolejny ładny opis – powiedział Syriusz.

 „Smoczątko kichnęło. Z pyska wyleciało kilka iskier.
 - Prawda, jaki cudowny! - mruknął Hagrid. Wyciągnął rękę, żeby pogładzić gada po łbie. Smok zasyczał i obnażył ostre kły.
 - Mój maleńki, poznaje swoją mamusię! - zawołał uradowany Hagrid.”

- On jest szalony – powiedział Remus. Lily przytknęła głową, podczas gdy reszta trzęsła się ze śmiechu.  

„ - Hagridzie, a właściwie jak szybko rosną norweskie smoki kolczaste? - zapytała Hermiona.
 Hagrid już miał odpowiedzieć, kiedy nagle pobladł, zerwał się na nogi i podbiegł do okna.
 - Co się stało?
 - Ktoś zaglądał przez szparę... jakiś chłopak... teraz biegnie do szkoły.”

- Malfoy – powiedzieli wszyscy.

 „Harry już był przy drzwiach i otwierał je drżącymi rękami. Nawet z tej odległości poznałby Malfoya.
 Malfoy widział smoka.”

- Cholera – przeklną Syriusz.

 „Przez cały następny tydzień na twarzy Malfoya czaił się uśmieszek, który sprawiał, że Harry, Ron i Hermiona czuli się bardzo niespokojnie. Większość wolnego czasu spędzali w chatce Hagrida, próbując przemówić mu do rozsądku.”

- A to Hagrid ma rozsądek? – spytał półszeptem Peter Remusa. On jednak pokręcił przecząco głową.

 „- Po prostu go wypuść - nalegał Harry. - Niech sobie idzie.
 - Nie mogę - odpowiedział Hagrid. -Jest za mały. Zdechłby beze mnie.
 Spojrzeli na smoka. W ciągu tygodnia urósł trzykrotnie. Z nozdrzy wylatywały strużki dymu. Hagrid zaniedbał się w obowiązkach gajowego, bo teraz na nic nie miał czasu. W izbie było pełno piór kurczaków i pustych butelek po brandy.
 - Postanowiłem nadać mu imię Norbert - oznajmił Hagrid, patrząc na smoka wilgotnymi oczami. - On mnie naprawdę rozpoznaje. Zobaczcie. Norbert! Norbert! Gdzie jest mamusia?”

- Norbert – powiedział James z niedowierzaniem i zaczął głośno się śmiać. Po chwili dołączyła do niego reszta.

 „- On ma świra - mruknął Ron do Harry’ego.
 - Hagridzie - powiedział głośno Harry - jeszcze dwa tygodnie i Norbert będzie wielkości twojej chatki. Malfoy w każdej chwili może donieść Dumbledore'owi.
 Hagrid przygryzł wargi.
 - Ja... ja wiem, że nie mogę go trzymać wiecznie, ale przecież go nie wyrzucę... nie mogę. Harry nagle zwrócił się do Rona.
 - Charlie - powiedział.”

- Charlie – powiedzieli w tym samym czasie James i Remus.
- Brat Rona, Charlie, zajmuje się smokami – powiedziała Lily.
- Harry jest geniuszem – stwierdził Łapa.
- Po mnie – odparli w tym samym momencie James i Lily.
- Ej!.
Remus, Syriusz i Peter zaczęli się gromko śmiać.

 „- Tobie też już odbiło. Jestem Ron, pamiętasz?
 - Nie... Charlie... twój brat Charlie. W Rumunii. On bada życie smoków. Moglibyśmy mu wysłać Norberta. Charlie się nim zaopiekuje, a potem wypuści na wolność!
 - Ekstra! Co ty na to, Hagridzie?
 Po długich namowach Hagrid zgodził się, by wysłali sowę do Charliego.”

- Mam nadzieje, że się zgodzi – powiedziała Lily.

„Następny tydzień wlókł się niemiłosiernie. W środowy wieczór Hermiona i Harry siedzieli sami w pokoju wspólnym; wszyscy już dawno poszli spać. Stary zegar na ścianie właśnie wybił północ, kiedy nagle otworzyła się dziura w portrecie, a po chwili wyłonił się z nicości Ron, zrzuciwszy pelerynę -niewidkę. Wrócił z chatki Hagrida, gdzie pomagał ostatnio karmić Norberta, który pożerał mnóstwo zdechłych szczurów.”

Peter zrobił złą minę i zaczął mruczeć coś pod nosem.

„ - Ugryzł mnie! - powiedział, pokazując im rękę owiniętą pokrwawioną chusteczką. - Nie będę mógł pisać przez tydzień. Mówię wam, ten smok to najokropniejsza gadzina, jaką widziałem, a Hagrid obchodzi się z nim jak z małym, puszystym króliczkiem! Ten gad mnie ugryzł, a Hagrid zrugał mnie za to, że go przestraszyłem. A kiedy wychodziłem, śpiewał mu kołysankę.”

- A czy takiego ugryzienia nie powinno się leczyć? – zapytał Peter.
- Powinno – odpowiedział Remus/
- Ale co tam. Najwyżej mu ręka odpadnie – dodał Syriusz.

„ W ciemne okno coś zastukało.
 - To Hedwiga! - powiedział Harry i pobiegł, by ją wpuścić. - Na pewno z odpowiedzią od Charliego! Cała trójka pochyliła się nad listem.
 Kochany Ronie,
 Jak się miewasz? Dziękuję za list - bardzo bym chciał zabrać norweskiego smoka kolczastego, ale nie będzie łatwo go przetransportować. Myślę, że najlepiej byłoby go wysłać razem z moimi przyjaciółmi, którzy mają mnie odwiedzić w przyszłym tygodniu. Problem w tym, że nikt nie może ich zobaczyć, bo transportowanie smoków jest nielegalne.
 Czy moglibyście czekać z nim w niedzielę o północy na najwyższej wieży? Moi przyjaciele zjawiliby się tam i zabrali go, kiedy będzie ciemno.
 Czekam pilnie na odpowiedź.
 Pozdrowienia,
 Charlie”

- On chyba nie oczekuje, że… - zaczęła rudowłosa.
 - Chyba jednak tak – powiedział Syriusz.
- Będzie dobrze. Maja niewidkę – odparł James.

„ Popatrzyli po sobie.
 - Mamy pelerynę-niewidkę - powiedział Harry. Chyba nie będzie trudności... jest tak duża, że przykryje nas obu i Norberta.
 Musiał to być dla nich naprawdę okropny tydzień, bo pozostała dwójka natychmiast się z nim zgodziła. Zgodziliby się na wszystko, byle tylko pozbyć się Norberta - i Malfoya.”

- To wszystko się źle skończy – pomyślał Remus.

„ Jednak nazajutrz wszystko się skomplikowało.”

- Cholera – przeklął Łapa.

 „Dłoń Rona spuchła do rozmiarów dwóch normalnych pięści. Nie chciał iść do pani Pomfrey, bo bał się, że pozna, co go ugryzło. Po południu nie miał już wyboru. Ręka pozieleniała. Wyglądało na to, że ukąszenia Norberta są jadowite.”

- Nie dobrze – mruknął Remus.

„ Wieczorem Harry i Hermiona poszli do skrzydła szpitalnego i zastali Rona w okropnym stanie.
 - Nie chodzi mi tylko o rękę - wyszeptał - chociaż czuję się tak, jakby miała mi odpaść. Malfoy powiedział pani Pomfrey, że chce pożyczyć ode mnie książkę, przyszedł tu i był naprawdę okropny. Naśmiewał się ze mnie, groził, że powie jej, co mnie ugryzło... Wiecie, ja jej powiedziałem, że to był pies, ale chyba mi nie uwierzyła... Niepotrzebnie tak go rąbnąłem podczas meczu, teraz się mści.”

- Wróć. Bardzo dobrze, że go tak walnąłeś – przerwał James.
- No właśnie, a po za tym: Nigdy nie zwalaj winy na psy – warknął Syriusz. Lily zmarszczyła brwi.

„ Harry i Hermiona próbowali go uspokoić.
 - W niedzielę o północy będzie po wszystkim - powiedziała Hermiona, ale to go wcale nie uspokoiło. Przeciwnie, usiadł nagle w łóżku, zlany potem.
 - W niedzielę o północy - krzyknął ochrypłym głosem. - Och, nie... nie!... Właśnie sobie przypomniałem... list Charliego był w tej książce, którą Malfoy ode mnie wziął! Dowie się, kiedy zamierzamy wytransportować Norberta.
 Harry i Hermiona nie mieli możliwości wypowiedzieć ani jednego słowa, bo akurat weszła pani Pomfrey i kazała im wyjść, mówiąc, że Ron potrzebuje snu.”

- To będzie straszne – powiedział Syriusz. Dziwna mina Remusa nie dawała mu spokoju.

 „- Już za późno, by zmienić plan - powiedział Harry do Hermiony. - Za mało czasu, żeby wysłać Charliemu sowę, zresztą to może być nasza jedyna szansa, by pozbyć się Norberta. Musimy zaryzykować. No i mamy pelerynę-niewidkę. Malfoy o tym nie wie.”

- Niewidka na ratunek – powiedział James szczęśliwie, żeby pocieszyć innych. Nie wiele jednak to dało.

 „Poszli do Hagrida, żeby mu o wszystkim powiedzieć. Przed chatką zobaczyli Kła z obandażowanym ogonem. Hagrid rozmawiał z nimi przez okno.
 - Nie mogę was wpuścić do środka. Norbert jest w stanie... no... trochę swawolnym. Nie mogę sobie z nim poradzić.
 Kiedy powiedzieli mu o liście Charliego, oczy napełniły mu się łzami, ale może dlatego, że Norbert właśnie ugryzł go w nogę.”

- To musiało boleć – jęknęła Lily.

„ - Auuuu! To nic, nic, przegryzł tylko but... po prostu się bawi... w końcu to jeszcze dziecko.
 Dziecko walnęło ogonem w ścianę, aż zabrzęczały szyby we wszystkich oknach. Harry i Hermiona wrócili do zamku, czując, że do niedzieli jest jeszcze strasznie daleko.”

- Muszą czekać cierpliwie – westchnął James.

 „Na pewno żal by im było Hagrida, kiedy nadszedł czas pożegnania z Norbertem, gdyby nie byli tak przerażeni tym, co muszą zrobić. Była ciemna, pochmurna noc i trochę się spóźnili, bo musieli czekać, aż Irytek opuści salę wejściową, gdzie ćwiczył tenisa, odbijając piłkę od ściany. Hagrid zapakował już Norberta do wielkiej klatki.
 - Dostał na drogę mnóstwo brandy i szczurów - powiedział wilgotnym głosem. - I wsadziłem mu też jego pluszowego misia, żeby się nie czuł samotny.”

- Przecież to głupie. Prędzej go zje – stwierdził Łapa.

 „Z wnętrza klatki dobiegły odgłosy przypominające rozrywanie pluszowego misia na strzępy.”

- Mówiłem!

„ - Żegnaj, Norbercie! Pa, pa, mój mały! - załkał Hagrid, kiedy Harry i Hermiona okryli klatkę peleryną-niewidką i sami pod nią weszli. - Mamusia nigdy o tobie nie zapomni!”

- Chyba zwymiotuję – powiedział James i przykrył sobie usta dłonią.

„ Jak im się udało zataszczyć klatkę do zamku, sami nie wiedzieli. Północ już się zbliżała, kiedy wciągnęli ją po marmurowych schodach, a potem nieśli ciemnymi korytarzami. Jeszcze jedne schody... i następne... i kolejny korytarz. .. Nawet jeden ze skrótów Harry’ego niewiele im ulżył.
 - No, już prawie jesteśmy! - wydyszał Harry, kiedy znaleźli się w korytarzu pod najwyższą wieżą.
 Nagle zobaczyli przed sobą jakiś ruch i mało brakowało, a wypuściliby klatkę z rąk. Zapominając, że są niewidzialni, przywarli do ściany w jakimś zakamarku, wpatrując się w ciemne zarysy dwóch postaci szamocących się ze sobą. Rozbłysła latarka.
 Profesor McGonagall, w kraciastym szlafroku i z mokrymi włosami, trzymała za ucho Malfoya.”

- Tak! – wykrzyknęli wszyscy.

 „- Areszt! - krzyknęła. - Areszt i minus dwadzieścia punktów dla Ślizgonów! Wałęsanie się po zamku o północy... Jak śmiesz...
 - Pani profesor nic nie rozumie! Zaraz tu będzie Harry Porter... on ma smoka!”

- Bo mu uwierzy – powiedziała ironicznie Lily.

„ - Co za bzdury! Jak śmiesz opowiadać mi takie dyrdymałki! Jeszcze mi tu będzie łgać w żywe oczy! Za mną, Malfoy. Idziemy do profesora Snape’a!
 Po tym wydarzeniu pokonanie stromych spiralnych schodów wiodących na szczyt wieży było już dziecinną igraszką. Dopiero na samej górze, kiedy znaleźli się pod ciemnym niebem i poczuli chłodne powietrze, zrzucili pelerynę, oddychając z ulgą. Hermiona wykonała jakiś dziki taniec.
 - Malfoy w areszcie! Chce mi się śpiewać!
 - Ale nie rób tego - poradził Harry.
 Czekali, naśmiewając się z Malfoya. Norbert miotał się niespokojnie w klatce. Jakieś dziesięć minut później z ciemności nocy wyłoniły się cztery miotły, które wylądowały na wieży.”

- No i wspaniale. Teraz już będzie po wszystkim – powiedziała Evans i wypuściła głośno powietrze. Ulżyło jej.

 „Przyjaciele Charliego byli w świetnych humorach. Pokazali im uprząż, którą zrobili, żeby podwiesić Norberta między sobą. Potem wszyscy czterej jakoś mu ją założyli, choć był to widok mrożący krew w żyłach, uściskali Harry’emu i Hermionie ręce i gorąco im podziękowali.
 W końcu Norbert uniósł się w powietrze i po chwili zniknął w ciemności.
 Wracali krętymi schodami, czując wielką ulgę. Pozbyli się smoka, Malfoy został ukarany aresztem - co jeszcze mogło zepsuć im szczęście?”

- Coś mi tu nie gra – przerwał Remus.
- Daj spokój Luniaczku. Co może się stać? – zapytał uradowany James.

 „Odpowiedź czekała na nich u stóp schodów. Z ciemnego korytarza wyłonił się nagle Filch.
 - No, no, no - wyszeptał. - Chyba mamy kłopoty.
Zostawili pelerynę-niewidkę na szczycie wieży.”

- Co? Nie! – jęknął James – Jak mogliście ją tam zostawić? To nieodpowiedzialne!
- To koniec – oznajmił Syriusz.
- Teraz ja! – zawołał James. Zegar nad kominkiem wskazywał dwudziestą drugą czterdzieści pięć.

piątek, 4 października 2013

Rozdział trzynasty

NICOLAS FLAMEL


 „Dumbledore przekonał Harry’ego, że nie należy szukać Zwierciadła Ain Eingarp,”

- I bardzo dobrze – pochwaliła ten pomysł Lily. Uważała, że Harry nie powinien włóczyć się nocą po Hogwarcie.

„ i przez resztę ferii świątecznych peleryna-niewidka spoczywała na dnie jego kufra. Harry bardzo chciał zapomnieć o tym, co zobaczył w zwierciadle, ale nie było to takie łatwe. Zaczął mieć nocne koszmary. Wciąż i wciąż śnili mu się rodzice znikający w rozbłysku zielonego światła, gdy jakiś wysoki głos zaczynał złośliwie chichotać.
„ - Widzisz, Dumbledore miał rację, kiedy mówił, że od tego lustra można dostać świra - zauważył Ron, kiedy Harry opowiedział mu o swoich snach.”

- Dobrze, że już go więcej nie zobaczy – wtrąciła Evans smutnym głosem. Żadne dziecko nie powinno oglądać, ani śnić o śmierci rodziców.

„ Hermiona, która wróciła na dzień przed rozpoczęciem zajęć, miała na temat tej przygody inne zdanie. Z jednej strony przerażała ją sama myśl o tym, że Harry przez trzy noce z rzędu włóczył się po zamku”

- Kogoś mi to przypomina – zachichotał Łapa i spojrzał znacząco na Lily. Dziewczyna rzuciła w niego poduszką.

 „(„Przecież Filch mógł cię złapać!”),”

Black znów się zaśmiał. Lily na niego warknęła. Pomału zaczynał ją irytować.

„ a z drugiej była rozczarowana tym, że nie udało mu się znaleźć żadnej informacji o Nicolasie Flamelu.”

- Miła przyjaciółka – mruknął Peter.

 „Stracili już prawie nadzieję, że znajdą coś o nim w bibliotece, choć Harry wciąż się upierał, że już gdzieś widział to nazwisko. Kiedy lekcje się rozpoczęły, mogli szperać w książkach tylko w ciągu dziesięciominutowych przerw. Harry miał jeszcze mniej czasu od nich, bo znowu zaczęły się treningi quidditcha.”

- Czyli, że znów będzie mecz! – zawołał z ekscytacją James. Znów będzie mógł zobaczyć syna w akcji.

 „Wood wyciskał z nich siódme poty. Nie powstrzymał go nawet nie kończący się deszcz, który zajął miejsce padającego wcześniej śniegu. Weasleyowie narzekali, że Woodowi odbiło i stał się fanatykiem, ale Harry był po jego stronie.”

- Niby dlaczego? - zadziwił się Remus. Kto normalny chciałby trenować w deszczu, a co gorsza w śniegu.
- To żądza zwycięstwa – odpowiedział James.

 „Jeśli wygrają następny mecz przeciw Puchonom, wysuną się na czoło tabeli po raz pierwszy od siedmiu lat.”

- Tak! – wykrzyknął James – Ślizgoni, bójcie się!
Jego entuzjazm poparł Łapa, który klasnął w dłonie i zaśmiał się. Jednak bardziej przypominało to szczeknięcie psa niż śmiech.

 „Niezależnie od chęci zwycięstwa, Harry spostrzegł, że od czasu, gdy zaczęły się treningi, ten okropny sen dręczył go coraz rzadziej.”

- I dobrze – westchnęła Lily. Zrobiło jej się trochę lżej na sercu.
 - Zauważyliście, że kiedy jest się zmęczonym, nic się nie śni – powiedział Łapa. – Dziwne – mruknął
Lily spojrzała się na niego z niedowierzaniem.

„ A potem, podczas jednego szczególnie mokrego i błotnistego treningu Wood zdradził im bardzo nieprzyjemną wiadomość. Rozzłościł się właśnie na Weasleyów, którzy pikowali na siebie i udawali, że spadają z mioteł.”

Wszyscy zachichotali.

 „- Przestańcie robić sobie szopkę z gry! - ryknął. - Właśnie przez coś takiego możemy przegrać mecz! Tym razem sędziuje Snape i możecie być pewni, że wystarczy mu byle jaki pretekst, by odjąć nam punkty!”

- Snape? Sędzią? Kto oszalał? - zapytał James. W tym momencie zastanawiał się, czy on w ogóle umie latać, bo nigdy nie widział Snape’a na miotle.
Remus zmarszczył brwi.

„Na te słowa George Weasley naprawdę spadł ze swojej miotły.
 - Snape sędziuje? - wymamrotał, wypluwając błoto. - Przecież on nigdy nie sędziował! I na pewno nie będzie sprawiedliwy, kiedy zdobędziemy więcej punktów.”

- No właśnie! – zawołał Łapa.

„ Reszta drużyny wylądowała obok niego z kwaśnymi minami.
 - Czy to moja wina? - żachnął się Wood. - Musimy być po prostu pewni, że gramy czysto, tak żeby Snape nie miał się do czego przyczepić.”

- Przecież on się przyczepi o byle co – jęknął Remus.

„ Było to na pewno słuszne, ale Harry miał inny powód, dla którego nie chciał, żeby Snape był w pobliżu niego podczas gry w quidditcha.”

- Merlinie! On chce zrzucić Harry’ego z miotły! – wykrzyknął Syriusz. To była jego najgorsza obawa. Skoro raz próbował, spróbuje i drugi.
- Nie bądź głupi – powiedziała Lily. – Będzie tam cała szkoła. Nie odważyłby się.
A przynajmniej miała taka nadzieję. Cały czas nie mogła uwierzyć, dlaczego Severus tak bardzo nienawidzi jej syna.
- Jesteś tego taka pewna? – zapytał Rogacz. Lily spojrzała na niego podejrzliwie, po czym odpowiedziała krótkie „Tak”. James trochę zmarkotniał.

 „Reszta drużyny pogrążyła się w ożywionej rozmowie, jak zwykle po skończonym treningu, ale Harry wrócił prosto do pokoju wspólnego Gryffindoru, gdzie zastał Rona i Hermionę grających w szachy. Szachy były jedyną rzeczą, która sprawiała Hermionie sporo kłopotów, a Harry i Ron uważali, że coś takiego jest jej bardzo potrzebne.”

James zachichotał.

„ - Nie mów do mnie przez chwilę - rzekł Ron, kiedy Harry usiadł obok niego. - Muszę się sku... - Spojrzał na Harry’ego. - Co się stało? Wyglądasz okropnie.”

- Też byś wyglądał okropnie, gdybyś dowiedział się, że masz grać mecze, na którym sędzią jest Snape – odparł Syriusz.

 Harry po cichu opowiedział im o nagłym i złowieszczym pragnieniu Snape’a, by sędziować podczas najbliższego meczu.
 - Nie graj - powiedziała natychmiast Hermiona.”

- Zgadzam się – powiedział Peter. – Nie graj.
On by nie zagrał, gdyby potrafił.

 „- Powiedz, że jesteś chory - doradził Ron.
 - Udaj, że złamałeś nogę - podsunęła Hermiona.
 - Naprawdę złam nogę - powiedział Ron.”

- Nie ma to jak dobry pomysł – powiedział James sarkastycznie.

„ - Nie mogę - odrzekł Harry. - Nie mamy rezerwowego szukającego. Jeśli się wycofam, Gryfoni w ogóle nie zagrają.”

James jęknął.

„ W tym momencie do salonu wpadł Neville. Dosłownie wpadł, bo dał susa i upadł na podłogę. Trudno zgadnąć, jak mu się udało przejść przez dziurę w portrecie, ponieważ nogi miał sklejone czymś, w czym natychmiast rozpoznali pewne zaklęcie, znane jako Zwieracz Nóg.”

- Merlinie! Kto mu to zrobił? - zapytała Lily.

 „Przez całą drogę do wieży musiał skakać jak królik.”

Lily zmarszczyła brwi. Huncwoci musieli się powstrzymać by nie wybuchnąć śmiechem.

 Wszyscy wybuchnęli śmiechem, prócz Hermiony, która zerwała się na równe nogi i wypowiedziała przeciwzaklęcie. Neville wstał, dygocąc na całym ciele.
 - Co się stało? - zapytała Hermiona, prowadząc go do Harry’ego i Rona.
 - To Malfoy - odrzekł Neville roztrzęsionym głosem. - Spotkałem go przy bibliotece. Powiedział, że szuka kogoś, na kim by mógł poćwiczyć.
 - Idź do profesor McGonagall! - nalegała Hermiona. - Poskarż na niego!”

- No właśnie – powiedziała Lily.
- Tak. Żaden Malfoy nie będzie na tobie „trenował’ – potwierdził James.

„ Neville potrząsnął głową.
 - Nie chcę mieć większych kłopotów - wymamrotał.
 - Musisz mu się postawić - rzekł Ron. - Zwykle depce po ludziach, ale nie można kłaść się przed nim, żeby mu to ułatwić.
 - Nie musisz mi mówić, że nie jestem dość dzielny, żeby być w Gryffindorze. Malfoy już rozrobił - wykrztusił Neville.”

Wszyscy uśmiechnęli się ze współczuciem. Dlaczego Neville miał takie trudne życie w Hogwarcie? To potanienie dręczyło ich co chwila.

 „Harry sięgnął do kieszeni i wyciągnął czekoladową żabę, ostatnią z pudełka, które dostał od Hermiony na Boże Narodzenie. Dał ją Neville'owi, który wyglądał, jakby miał się za chwilę rozpłakać.”

- Jakie to miłe z jego strony – zagruchała Lily. James przewrócił oczami. Kochał Lily, ale czasami jej reakcje były dla niego za słodkie.

„ - Słuchaj, Neville, jesteś wart tyle co tuzin Malfoyów - powiedział Harry. - Tiara Przydziału wybrała ciebie do Gryffindoru, prawda? A gdzie jest Malfoy? W śmierdzącym Slytherinie.”

- Proste!

 „Neville uśmiechnął się, odwijając żabę.
 - Dzięki, Harry... Chyba pójdę do łóżka... Chcesz kartę? Zbierasz je, prawda?
 Kiedy Neville odszedł, Harry spojrzał na kartę Sławnych Czarodziejów.
 - Znowu Dumbledore - powiedział. - Był na mojej pierwszej karcie i... - Wydał zduszony okrzyk. Obrócił kartę, a potem popatrzył na Rona i Hermionę.”

- Co jest? - zapytał zdezorientowany Łapa.
-Jak byś nie przerwał to byśmy wiedzieli – warknęła na niego czarownica. On pokazał jej język, za co oberwał poduszką od Jamesa.

„ - Znalazłem go! - wyszeptał. - Znalazłem Flamela! Mówiłem wam, że gdzieś widziałem to nazwisko. Przeczytałem je w pociągu, którym tu jechaliśmy... Posłuchajcie:
 „Przez wielu uważany za największego czarodzieja współczesności, Dumbledore znany jest szczególnie ze zwycięstwa nad czarnoksiężnikiem Grindelwaldem (1945), z odkrycia dwunastu sposobów wykorzystania smoczej krwi i ze swoich dziel alchemicznych, napisanych wspólnie z Nicolasem Flamelem”! „

Lily uśmiechnęła się.

 „Hermiona zerwała się na równe nogi. Jeszcze nigdy nie wyglądała na tak podnieconą od czasu, gdy mieli poznać swoje stopnie za pierwsze wypracowanie domowe.”

- Boże… - mruknął Peter. Nie rozumiał, jak można się cieszyć z oddawanych wypracowań.

„ - Poczekajcie tutaj! - krzyknęła i poleciała na górę do dormitorium dziewcząt. Harry i Ron ledwo zdążyli wymienić zdumione spojrzenia, kiedy powróciła, niosąc jakąś wielką księgę.
 - Nie przyszło mi na myśl, żeby zajrzeć tutaj! - wyszeptała z przejęciem. - Wypożyczyłam to z biblioteki kilka tygodni temu, żeby się rozerwać jakąś lekką lekturą.”

- Lekką? - zdziwił się Syriusz.

„ - Lekką? - zdumiał się Ron, ale Hermiona powiedziała mu, żeby siedział cicho, a sama zaczęła wertować księgę, mrucząc coś do siebie. W końcu znalazła to, czego szukała.
 - Wiedziałam! Wiedziałam!
 - Czy możemy już się odezwać? - zapytał Ron.”

James się zaśmiał. Jakby widział Syriusza.

 „Hermiona zignorowała go.
 - Nicolas Flamel - powiedziała dramatycznym szeptem - jest jedynym znanym twórcą Kamienia Filozoficznego!”

- Mówiłam! – wykrzyknęła Lily w tym samym czasie, kiedy Syriusz powiedział „Nareszcie”.

 „Na Harrym i Ronię nie zrobiło to tak wielkiego wrażenia, jakiego najwidoczniej się spodziewała.
 - Czego? - zapytali jednocześnie.
 - No nie... Czy wy nic nie czytacie? Patrzcie... przeczytajcie, o tu.
 Popchnęła ku nim księgę, a Harry i Ron przeczytali:
 Najważniejszym celem starożytnej sztuki alchemii jest stworzenie Kamienia Filozofów, legendarnej substancji posiadającej zdumiewającą moc. Kamień ów zamienia każdy metal w najczystsze złoto. Wytwarza też Eliksir Życia, który daje nieśmiertelność temu, kto go wypije.”

- Nieśmiertelność? – zapytał zdziwiony Peter.
Remus na niego warknął.

 „Kamień Filozofów pojawia się w wielu doniesieniach historycznych, ale jedyny Kamień, który istnieje do dziś, jest w posiadaniu pana Nicolasa Flamela, wybitnego alchemika i miłośnika opery. Pan Flamel, który w ubiegłym roku obchodził swoje sześćset sześćdziesiąte piąte urodziny, prowadzi spokojne życie w hrabstwie Devon, razem ze swoją żoną Perenellą (sześćset pięćdziesiąt osiem lat).”

- Ale oni są starzy – powiedział Syriusz. – Wyobraźcie sobie ich twarze.
Wzdrygnął się na samą myśl. James zaśmiał się cicho.

„ - Rozumiecie? - zapytała Hermiona. - Ten pies musi strzec Kamienia Filozoficznego, odkrytego przez Flamela! Założę się, że poprosił Dumbledore’a, żeby się zaopiekował Kamieniem, bo przecież są przyjaciółmi, a Flamel wiedział, że ktoś tego skarbu szuka, i właśnie dlatego Dumbledore kazał Hagridowi zabrać go z podziemi Gringotta!”

- Mówiłem, mówiłem! – krzyczał Syriusz.
 - Uspokój się! – krzyknął na niego Remus. – To w cale nie musiał być kamień!
- Jeszcze będziesz przyznawał mi rację – powiedział do siebie i uśmiechnął się pod nosem.

„ - Kamień, który wytwarza złoto i czyni nieśmiertelnym! - szepnął Harry. - Nic dziwnego, że Snape chce go mieć.”

- A niby po co mu ten kamień? - zapytał Rogacz.
- Choćby żył tysiąc lat to i tak żadna kobieta go nie pokocha – dodał Łapa.
- Mógłbyś przestać! – krzyknęła Lily. – Każdy potrzebuje miłości, nawet Severus!
- Dobra, już się tak nie bulwersuje – odparł.

„ - I nic dziwnego, że nie mogliśmy znaleźć Flamela we Współczesnych osiągnięciach czarodziejstwa - dodał Ron. - Nie bardzo jest współczesny, skoro ma sześćset sześćdziesiąt pięć lat, prawda?
 Następnego dnia, podczas zajęć z obrony przed czarną magią, przepisując różne sposoby leczenia ukąszeń wilkołaka,”

Remus poruszył się niespokojnie.

„ Harry i Ron wciąż rozprawiali o tym, co by zrobili, gdyby mieli Kamień Filozoficzny. Dopiero kiedy Ron powiedział, że wystawiłby własną drużynę quidditcha, Harry przypomniał sobie o Snapie i zbliżającym się meczu.
 - Będę grał - powiedział Ronowi i Hermionie. - Gdybym się wycofał, wszyscy Ślizgoni pomyśleliby, że boję się Snape’a. Już ja im pokażę... Zetrę im te głupie uśmieszki z twarzy, jak zwyciężymy.”

- Tak Harry. Pokaż im! – zawołał James. Wierzył w niego.

 „- Jeżeli przedtem nie zetrą ciebie z boiska - zauważyła Hermiona.”

Lily spojrzała na książkę z niepokojem.
- Będzie dobrze – pocieszył ją James, widząc jej minę.

„ Im bliżej meczu, tym Harry robił się coraz bardziej nerwowy. Reszta drużyny też nie była spokojna. Wszyscy marzyli o zdobyciu pucharu, ale czy to w ogóle możliwe z tak stronniczym sędzią?”

- Wątpię – mruknął Remus.

 „Może Harry sobie to wmawiał, ale wydawało mu się, że wciąż wpada na Snape’a. Czasami zastanawiał się, czy Snape przypadkiem go nie śledzi, żeby go na czymś przyłapać. Lekcje eliksirów były cotygodniową torturą, bo Snape naprawdę uwziął się na niego. Czy to możliwe, by dowiedział się, że odkryli prawdę o Kamieniu Filozoficznym? Ale jak? Czasami miał jednak dziwne wrażenie, że Snape po prostu czyta w ich myślach.”

- Przecież to nie możliwe – powiedział Peter. Lilly jęknęła.  
- Co się stało Liluś? - zapytał Rogacz.
- Nic – odparła. Nawet nie zauważyła, ze Potter nazwał ją „Liluś”. Jej myśli błądziły teraz do dnia w którym Severus powiedział jej, że uczy się legilimencji. A co jeśli nauczył się jej bardzo dobrze?

„ Następnego popołudnia, kiedy Ron i Hermiona życzyli mu szczęścia, Harry wiedział, że zastanawiają się, czy go jeszcze zobaczą żywego. Nie dodało mu to otuchy. Wszedł za innymi do szatni, ale prawie do niego nie dochodziły słowa Wooda, kiedy włożył szatę do quidditcha i chwycił swojego Nimbusa Dwa Tysiące.”

- Będzie dobrze Harry – powiedział pocieszająco Rogacz.

 „Ron i Hermiona znaleźli sobie miejsca koło Neville’a, który nie mógł zrozumieć, dlaczego są tacy ponurzy i zaniepokojeni, i dlaczego zabrali swoje różdżki.”

- Ja tam mam zawsze przy sobie różdżkę – oznajmił Black.

 „Harry nie wiedział, że jego przyjaciele w tajemnicy przed nim ćwiczyli rzucanie Zwieracza Nóg. Wpadli na ten pomysł po głupim dowcipie, jaki Malfoy zrobił Neville'owi, i gotowi byli zrobić to samo Snape'owi, gdyby chciał skrzywdzić Harry’ego.”

- Wspaniali przyjaciele – uśmiechnęła się Lily.  

 „- Tylko nie zapomnij: Locomotor Mortis - mruknęła Hermiona, kiedy Ron wsunął swoją różdżkę w rękaw.
 - Przecież wiem - odburknął Ron. - Nie bądź nudna.”

- Nienawidzę nudnych ludzi – mruknął Łapa.
- A ja myślałem, że nienawidzisz swojej rodziny – odparł Remus.
- Ich swoją drogą – odpowiedział.

„ W szatni Wood wziął Harry’ego na stronę.
 - Nie chcę na ciebie wywierać żadnego nacisku, Potter, ale w tym meczu bardzo by nam pomogło, gdyby ci się udało dość wcześnie upolować znicza. Wiesz, chodzi o to, żeby zakończyć grę, zanim Snape całkowicie nas pogrąży.”

- Ja nie chcę nic mówić, ale chyba nie da się złapać znicza w pierwszej sekundzie gry – powiedział Syriusz. James się zaśmiał.
„ - Jest cała szkoła! - krzyknął Fred Weasley, wyglądając przez drzwi. - Nawet... a niech to... słuchajcie, nawet Dumbledore przyszedł!”

- Tak! Skoro jest tam dyrektor to Harry’emu nic nie będzie – powiedziała uradowana Lily.

 „Harry’emu drgnęło serce.
 - Dumbledore? - powtórzył i podbiegł do drzwi, żeby się upewnić. Fred miał rację. Trudno było się pomylić, widząc tę srebrzystą brodę. Harry poczuł, jak rozpiera go radość. A więc jest bezpieczny. Przecież Snape nie ośmieli się zrobić mu krzywdy na oczach dyrektora.”

- Proste!

 „Może właśnie dlatego Snape miał tak wściekłą minę, kiedy obie drużyny wymaszerowały na boisko. Ron też to zauważył.
 - Jeszcze nigdy nie widziałem Snape’a w takim stanie - powiedział Hermionie. - Patrz... już się zaczęło. Auuu!
 Ktoś rąbnął go w tył głowy. Odwrócił się: to był Malfoy.”

- Przywal mu też i po kłopocie – powiedział James.

„ - Och, przepraszam, Weasley, nie chciałem. Malfoy wyszczerzył zęby do Crabbe’a i Goyle'a.
 - Ciekaw jestem, jak długo tym razem Potter utrzyma się na miotle. Ktoś chce się założyć? Może ty, Weasley?
 Ron nie odpowiedział. Snape właśnie obdarzył Puchonów rzutem wolnym, bo George Weasley odbił tłuczka prosto w niego.”

 Wszyscy się zaśmiali.

 „Hermiona, która skrzyżowała palce na podołku, wpatrywała się w Harry’ego, który krążył nad stadionem jak jastrząb, wypatrując znicza..
 - Wiecie, jak wybierają skład drużyny Gryfonów? - powiedział Malfoy kilka minut później,”

- A ty niby skąd wiesz, jak wybiera się graczy – warknął Syriusz. Zaczął się denerwować.

„kiedy Snape przyznał Puchonom kolejny rzut wolny, tym razem bez żadnego powodu. - Wybierają tych, którzy cierpią, bo czegoś nie mają. Na przykład taki Potter, nie ma rodziców... Weasley'owie nie mają pieniędzy... Ty, Longbottom, też powinieneś być w drużynie, bo nie masz rozumu.”

- Uderzę go! – ryknął James. – Tu i teraz!

„ Neville zaczerwienił się i odwrócił do Malfoya.
 - Jestem wart tyle, co tuzin takich jak ty, Malfoy - warknął.
 Malfoy, Crabbe i Goyle ryknęli śmiechem, ale Ron, nie odrywając oczu od gry, powiedział:
 - Dobrze mu powiedziałeś, Neville.”

- Tak, Neville! – zawołał Syriusz. – Powiedz mu coś jeszcze.

„ - Longbottom, gdyby mózgi były ze złota, byłbyś biedniejszy od Weasleya, a to już jest nie lada wyczyn.
 Ron miał kłopoty z panowaniem nad sobą, bo bardzo się niepokoił o Harry’ego.
 - Ostrzegam cię, Malfoy... jeszcze jedno słowo...”

- Przywal mu! Przywal mu! Przywal mu! – krzyczał Łapa.

„ - Ron! - powiedziała nagłe Hermiona - Harry...
 - Co? Gdzie?”

- Co się dzieje? – powiedziała Lily z niepokojem.

„ Harry nagle zanurkował brawurowo, co wywołało okrzyki i wiwaty na widowni. Hermiona wstała, trzymając skrzyżowane palce w ustach. Harry mknął ku ziemi jak pocisk.”
- Tak Harry! Złap znicza! – zawołał James.  
 „- Ale ci się trafiło, Weasley, Potter na pewno zobaczył jakąś monetę na boisku! - zadrwił Malfoy.”
- Błagam niech mu ktoś przywali, bo nie wytrzymam – jęknął Syriusz.

 „Zanim zdążył się zorientować, Ron rzucił się na niego, zwalając go z ławki.”

- Dziękuję - powiedział.

 „Neville zawahał się, po czym przelazł przez oparcie, żeby mu pomóc.”

- To się nazywa Gryfon – odparł Peter.

„ - Brawo, Harry! - wrzasnęła Hermiona, wskakując na ławkę, żeby lepiej widzieć, jak Harry pędzi wprost na Snape’a; nawet nie zauważyła, że Malfoy i Ron potoczyli się pod jej siedzenie, a tuż za nią Neville, rycząc dziko, walczy dzielnie z Crabbe'em i Goyle'em.”

- Dwóch na jednego! To nie fair!

 „Wysoko w powietrzu Snape obrócił swoją miotłę i zobaczył, jak coś szkarłatnego przemknęło o kilka cali od niego. W następnej sekundzie Harry wyhamował tuż nad ziemią i uniósł rękę, w której błysnął znicz.”

- WooHoo – wiwatowali James z Syriuszem.

 „Widownia eksplodowała wrzaskiem. To był chyba absolutny rekord. Chyba w żadnym meczu nie schwytano znicza tak szybko.”

- To mój chłopak – przechwalał się James.
  
 „Harry zeskoczył z miotły o stopę nad ziemią. Sam nie mógł w to uwierzyć. Dokonał tego - gra się skończyła, choć minęło zaledwie pięć minut. Uradowani Gryfoni już wbiegali na boisko. Niedaleko od niego wylądował Snape, blady i z zaciśniętymi wargami. Nagle Harry poczuł na ramieniu czyjąś rękę, odwrócił się i zobaczył uśmiechniętą twarz Dumbledore’a.”

- Nawet on jest pod wrażeniem – powiedział Peter.

„ - Dobra robota - powiedział cicho dyrektor, tak że tylko Harry mógł to dosłyszeć. - Cieszę się, że nie szukałeś tego zwierciadła... że zająłeś się czymś innym... Wspaniale...
 Snape splunął ze złością na trawę.”

- Urgh – powiedział zniesmaczony Syriusz. – Jest napisane, w którym to było miejscu? Będę się od niego trzymać z daleka.
- Łapo, to się stanie za parę lat – upomniał go Remus.
- Ah, no tak, rzeczywiście – odparł i lekko się zarumienił. James parsknął śmiechem.

 „Jakiś czas później Harry opuścił samotnie szatnię, żeby zanieść swojego Nimbusa Dwa Tysiące do szopy na miotły. Jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak szczęśliwy. Dokonał czegoś, z czego mógł być naprawdę dumny - już nikt mu nie powie, że ma tylko sławne nazwisko. Szedł przez mokre błonia, przeżywając w myślach ostatnią godzinę, a była to godzina cudownego, podniecającego zamieszania: Gryfoni podbiegający, by ponieść go na ramionach, Ron i Hermiona podskakujący na ławce w oddali, Ron wrzeszczący z radości pomimo krwi buchającej mu z nosa.”

- To musiała być dobra walka – rozmarzył się Black. Też chciałby teraz przywalić Malfoy'owi.

„ Doszedł do szopy. Oparł się o drewniane drzwi i spojrzał na Hogwart, którego okna poczerwieniały w blasku zachodzącego słońca. Gryfoni na czele tabeli. On tego dokonał, on pokazał Snape'owi...”

- To prawda! Pokazałeś mu! – zawołał James.

„ A jeśli już mowa o Snapie...
 Po stopniach wiodących od bramy zamku zbiegła zakapturzona postać. Rozglądając się czujnie, jakby w obawie, że ją ktoś zobaczy, pomaszerowała szybko ku Zakazanemu Lasowi. Harry zapomniał o swoim zwycięstwie. Natychmiast poznał ten skradający się krok. Snape wymykający się ukradkiem do Zakazanego Lasu, kiedy wszyscy są na kolacji?... O co tu chodzi?”

- Podejrzane – mruknął Remus.

 „Harry wskoczył na Nimbusa Dwa Tysiące i wzbił się w powietrze. Zataczając krąg ponad zamkiem, zobaczył, jak Snape wbiega do lasu. Poszybował za nim.”

- Dobrze Harry. Leć za nim – pochwalił ten pomysł Rogacz. Lily przewróciła oczami.

 „Drzewa rosły tu tak gęsto, że stracił Snape’a z oczu. Krążył nad lasem coraz niżej, dotykając stopami górnych gałęzi drzew. Nagle usłyszał głosy. Dał nurka w gęstwinę i wylądował bezszelestnie tuż obok potężnego buka.”

- On odróżnia drzewa. Niesamowite- powiedział James.
- Wiesz James - odezwała się Lily.  – Sarkazm wcale nie jest pośledniejszą formą humoru. Sarkazm po prostu nie ma z poczuciem  humoru nic wspólnego.*
Rogacz zarumienił się.

„ Uniósł się ostrożnie ku jednej z gałęzi, mocno ściskając kij, stanął prawie na samym jej końcu i spojrzał w dół poprzez liście.
 Na cienistej polanie stał Snape, ale nie był już sam. Był tam również Quirrell.”

- Wiedziałem, że ten facet jest jakiś dziwny – mruknął Rogacz.
- No pewnie, że jest. Kto normalny chciałby gadać ze Smarkerusem – odparł Black, ale zaraz powiedział szybkie „Przepraszam”, widząc groźne spojrzenie panny Evans.

 „Harry nie widział wyrazu jego twarzy, ale nawet stąd mógł dostrzec, że Quirrell trzęsie się jeszcze bardziej niż zwykle. Harry wytężył słuch, żeby się dowiedzieć, o czym rozmawiają.
 - ... n-n-nie wiem d-dlaczego chciałeś się ze mną s-s-spotkać w t-t-takim miejscu, Severusie... „

- Och, nie przesadzaj. To tylko Zakazany Las – powiedział Łapa.

 „- Och, nie chciałem mieć świadków - odpowiedział Snape lodowatym tonem. - Chyba się ze mną zgodzisz, że uczniowie nie powinni się dowiedzieć o Kamieniu Filozoficznym.”

- Czekam na przeprosiny – powiedział Łapa i spojrzał po kolei na Jamesa, Remus i Petera. Oni spojrzeli na niego z lekkim zakłopotaniem. – No dalej – pospieszał ich. Lily powstrzymywała się by nie wybuchnąć śmiechem.
- Przepraszamy Syriuszu,… - zaczął Łapa.
- Przepraszamy Syriuszu,… - powtórzyli.
- …że ci nie wierzyliśmy…
- … że ci nie wierzyliśmy…
- Jesteś najlepszy i jedyny w swoim rodzaju  - kontynuował.
- Jesteś najlepszy i jedyny w swoim rodzaju.
- No, nie było aż tak trudno – powiedział i uśmiechnął się do nich. Lily śmiała się z ich skwaszonych min.

 „Harry wychylił się do przodu. Quirrell coś mamrotał. Snape mu przerwał.”

James syknął.

 „- Wymyśliłeś już coś, jak ominąć tego psa Hagrida?
 - A-a-ale Severusie, ja...
 - Quirrell, chyba nie chcesz mieć we mnie wroga, co? - warknął Snape, robiąc krok w jego kierunku.
 - J-j-ja nie wiem, co ty...”

Rogacz parsknął śmiechem. Ta cała sytuacja była dla niego bardzo głupia.

 „Sowa zahuczała w pobliżu i Harry o mało co nie zleciał z drzewa. Zdążył odzyskać równowagę, żeby usłyszeć, jak Snape mówi:
 - ...jakieś twoje hokus-pokus. Czekam.
 - A-a-ale ja n-n-nie...
 - Świetnie - przerwał mu Snape. - Wkrótce znowu utniemy sobie pogawędkę, kiedy przemyślisz to wszystko i zdecydujesz, po której jesteś stronie.”
 Zarzucił kaptur na głowę i opuścił polanę. Zrobiło się już prawie ciemno, ale Harry wciąż widział Quirrella, stojącego nieruchomo jak posąg.”

 - Wystraszył się – powiedział Syriusz z przerażeniem w głosie.
- Nie dziwie mu się – odparł Remus. – Z tego wynika, że Snape cały czas chodzi ubrany na czarno i wygląda trochę jak wampir.

„ - Harry, gdzie ty byłeś? - zaskrzeczała Hermiona.
 - Zwyciężyliśmy! Zwyciężyłeś! Zwyciężyliśmy! - wrzeszczał Ron, waląc Harry’ego po plecach. - A ja podbiłem Malfoyowi oko, a Neville sam jeden rzucił się na Crabbe’a i Goyle'a! Na razie jest w szpitalu, ale pani Pomfrey mówi, że nic mu nie będzie... Wszyscy na ciebie czekają w pokoju wspólnym, urządzamy balangę, Fred i George ukradli z kuchni trochę ciastek...”

- Oni są bardzo podobni do nas – powiedział Remus.

„ - Teraz mamy na głowie inne sprawy - szepnął Harry. - Znajdźmy jakiś pusty pokój, a wszystkiego się dowiecie...
 Upewnił się, że Irytka nie ma w środku, i zamknął za nimi drzwi pustej klasy, a potem opowiedział, co zobaczył i usłyszał.
 - A więc mieliśmy rację, to naprawdę jest Kamień Filozoficzny, a Snape próbuje zmusić Quirrella, żeby pomógł mu go wykraść. Chce, żeby Quirrell wymyślił jakiś sposób na Puszka... I wspomniał o jakimś „hokus-pokus”... Myślę, że nie tylko Puszek pilnuje tego skarbu, muszą go chronić jakieś potężne zaklęcia, a Quirrell na pewno zna jakieś przeciwzaklęcia i Snape chce z tego skorzystać...
 - Więc myślisz, że Kamień jest bezpieczny, póki Quirrell opiera się Snape'owi? – zapytała Hermiona.
 - Czyli do następnego wtorku - powiedział Ron.”

- Zaczyna się dziać – powiedział podekscytowany James.
- To koniec rozdziału – oznajmiła Lily. – Kto następny?
- Wezmę – odpowiedział Syriusz, więc dziewczyna dała mu książkę.



* Cytat zaciągnięty z " Zwiadowcy. Płonący most". Gorąco polecam wszystkie części.
Szablon